niedziela, 26 lutego 2012

Koniec wolności... szkoło wyperdalaj! Pamiętnik cz. 2

  Ok, dzisia krótko. Muszę lekcje robić - a jeszcze nic nie mam. Cholera.
Zaczyam się zastanawiać, co ja zrobie przez ten tydzień... mam wszystkiego od cholery - sprawdzianów chyba 4. W tym dwa z fizyki. I coś jeszcze, ale już nie pamiętam - MAMO RATUJ! AAaaa...
Muszę coś znaleść na poprawę humoru - szukam szukam szukam... MAM! ALE DOBRE ^^;; TAEMIN:



Urocze! Ale się uśmiałam... uuff!: D Ok, teraz wrzucam ciąg dalszy moich wypocin z 3 gimnazjum, tym razem: "Sylwester 2009/2010" Enjoy ^^
                                                                                                                                                                    

Czwartek – 31.12.09r./Piątek – 1 stycznia 2010r.
Już nowy rok a ja nadal nie mam mojego wymarzonego kalendarza (jest 05.01.10r. – uzupełniam poprzednie dni póki je pamiętam).
A więc (niby nie powinno się tak zaczynać zdania, ale co mi tam). Zanim nadszedł Nowy Rok 2010, był przecież Sylwester! Pierwszy raz spędzałam go poza domem (dokładnie), a bo byłam w tym czasie u rodziny (wuja Jasia, cioci Mirki, Anki, Karoliny i Dawida). Oglądamy filmy u Karoliny w pokoju, od czasu do czasu przełączają na kanały gdzie jest transmisja na żywo z jakiegoś miasta w Polsce. Wciągnął mnie film, który od początku oglądałam razem z Anią pt: ”Johnny English”. Zajefajny i strasznie śmieszny -  Rowan Atkinson to jeden z moich ulubionych aktorów! Kiedy film się skończył zaczęłyśmy oglądać „Jaka to melodia”. Została jaszcze chwila do północy więc w połowie programu wyłączyłam telewizor i zeszłam na dół żeby się ubrać. W kuchni wuja już rozlewał szampana i Piccolo (wiśniowe –cherry). Ja głupia wzięłam soczek wiśniowy, a dziewczyny szampana. Na dworze było strasznie zimno, a nie założyłam rękawiczek więc cała ręka mi się trzęsła i kieliszek też. na dworze już byli sąsiedzi dziewczyn i szykowali się na strzelanie. No i wybiła północ!
Zaczęłyśmy sobie składać życzenia i popijać z kieliszków. Ania powiedziała:
- Ale ten szampan jest niedobry!- i się skrzywiła
- Daj! Zamienimy się, ja mam Piccolo. To jest słodsze – powiedziałam i dałam jej kieliszek, a ona mi szampana. Spróbowała i poznałam od razu ten smak, smakował jak taty wino. Takie kwaskowe, ale dobre – smakowało mi!:
- Od razu lepsze. Tamto było ohydne – powiedziała do mnie Ania,
- A mnie bardziej szampan smakuje, jest pycha! – powiedziałam popijając z kieliszka.
Wtedy Ania wyjęła aparat i powiedziała mi i Karolinie, żebyśmy się ustawiły do zdjęcia. Zrobiła nam zdjęcie, ale nic nie błysło, więc zdjęcie wyszło ciemne bo lampa nie była włączona i zaczęłyśmy grzebać przy aparacie jak ją włączyć! Chwyciłam go i zaczęłam pstrykać zdjęcia petardą sturlanym przez sąsiadów, oraz dziewczyną i sobie. Wznosiłyśmy toasty i życzyłyśmy sobie „Wszystkiego Najlepszego”. Wyszedł wuja i stanął koło sąsiadów, a my sowie robiłyśmy pełno zdjęć. Potem pan Jarek i Geśu (sąsiedzi) zawołali nas żebyśmy przyszły. Chcieli nam złożyć życzenia, ale my miałyśmy już puste kieliszki, więc nam nalali swojego (cały kieliszek każdej) i zaczęli życzyć, całować oraz zderzać się kieliszkami. Potem wróciłyśmy do domu, wstawiłyśmy z Anką zdjęcia na NK i od razu spać, bo coś mnie głowa bolała.
Rano wstałam tak o 11:30 i usiadłam na fotelu, ale ubrać mi się nie chciało. Karolina przyszła do mnie i Anki – wyglądała strasznie: całe włosy miała potargane i chyba była niewyspana. Nagle na dole usłyszałam głos taty! Zerwałam się i zaczęłam się ubierać. Anka nakryła się kołdrą (była chora), a ja już chciałam zejść na dół gdy w drzwiach pojawiła się Sylwia i Jola. W pokoju siedziałyśmy, a Jola powiedziała:
- Tata pojechał coś załatwić u znajomych, a nas zostawił tutaj.
- Ale przyjedzie tutaj? – spytałam.
- Tak, ale jak wszystko załatwi.
Potem zjedliśmy obiad i po ni wuja, ciocia i Dawid pojechali do Jadwigowa, a my zostałyśmy w domu i oglądałyśmy DVD („Jestem na Tak”)! Potem rodzice dziewczyn z Dawidem wrócili i kazali nam iść do kościoła…no więc poszłyśmy. Na dworze jeszcze przed domem jechał samochód z tatą. Pozwiedzałyśmy mu, że musimy iść do kościoła, a on poszedł do domu. Po powrocie jedliśmy kolacje i gadaliśmy. najlepsze było jak tata dogadał Karolinie. Temat zszedł na telefony i Karolina powiedziała:
- Nokie są do dupy!
- Nie wiem, nie próbowałem – powiedział tata, a my w śmiech.
- Nareszcie jej dogadałeś! Tak trzeba było! – powiedział wuja śmiejąc się.
Potem oglądaliśmy wiadomości i zaczęliśmy się zbierać do domu. Pożegnałam się z wszystkimi i poszliśmy do samochodu. W drodze cały czas słuchaliśmy Michaela Jacksona i Boys.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz