Alleluja ^^
No więc kochani, zaczynamy wielką premierę. Minęło sporo czasu odkąd tutaj zawitałam, ale życie w moi domu jest brutalne i nie mogę sobie pozwolić na ciągłe pisanie. Na telefonie też mi się nie chciało. Ogólnie dostałam strasznego lenia. A ten miesiąc i początek kwietnia można zaliczyć do pamiętnych chwil... oj na pewno!
Mam teraz można powiedzieć… luz, ponieważ jak siadam jakoś nikt się mnie nie czepia. ojciec ostatnio jak się pogoda poprawiła ciągle wychodzi na spacer i potrafi siedzieć parę godzin na dworze. ja wychodzę tylko wieczorami więc spoko.
Mamy teraz święta, więc jak obiecałam moim krwinką soczysty post innych też nie zawiodę. Żeby dłużej nie pisać o czymś bezsensownym zaczynamy:
**03.03.12r – sobota MOJA 8-nastka**
Żeby wprowadzić w atmosferę tego dnia, muszę napisać o tym co się działo dzień wcześniej wieczorem. Jak wiecie miałam wtedy bardzo duże spięcie z mim ojcem. Nie gadaliśmy ze sobą przez parę dni i nawet na niego nie patrzyłam. On oczywiście za każdym razem kiedy nie było mnie w pobliżu, a wiedział że będę go dokładnie słyszałam, prawił swoje opinie na mój temat wyzywając mnie od najgorszych. Oczywiście kiedy przechodziłam obok niego, udawałam że nie nic nie słyszałam, ale w środku płakałam jak mały dzieciak. Tak też było wieczorem kiedy się kładłam. Była prawdopodobnie przed godziną 12. Ojciec krzyczał na pół chaty, bo ja musiałam jechać od rana do miasta po tort, który zamówiłam i inne takie. Mówiłam mamie że pojadę rowerem i wrócę szybko, ale ona musiała mu powiedzieć i ten sobie pomyślał, że ma mnie powieźć. Nieźle się spienił i rzucał wiązankę przekleństw w ścianę po której ja leżałam. Zwinięta w śpiwór nasłuchiwałam całej gadaniny. Można było się domyślić, że wkurza go fakt iż się do niego nie odzywam – strasznie takiego czegoś nie lubi. Także nie było mu w humorze słuchać co będę jutro robiła i ma gdzieś czy mam urodziny i czy jestem dorosła. A ja w tym czasie czułam się jakby nie ktoś lotkami rzucał, a ja bym była tą cholerną tarczą. Jak skończył gadać, spojrzałam na zegarek na telefonie - dochodziła 12. Poczekałam aż wybije 12 i szepnęłam: „Wszystkiego Najlepszego Kasiu” i się rozpłakałam.
Obudziłam się tak o 9:00. Poszłam do łazienki, nikomu jakoś nie chciało się na mnie spojrzeć ani złożyć życzeń. Okej, wy będziecie tacy dla mnie to ja też. Ale tak naprawdę było mnie strasznie przykro z tego powodu. Od razu poleciałam do pokoju i zaczęłam płakać… składając łóżko, ubierając się. Nikt też nie zajrzał po pokoju w tym czasie. Kiedy się już ogarnęłam i wyszłam z pokoju, zjadłam śniadanie i zaczęłam się ubierać do wyjazdu. Stwierdzałam, że najpierw pojadę po mniejsze rzeczy, a resztę – w tym przypadku tort - zabiorę na koniec. Nie ma co się trzaskać przez całe miasto z ciastem. Odebrałam to i zapłaciłam za niego mniej niż 20 złoty, a oto jak wyglądał:
Jestem zadowolona z jego wyglądu. Jest prześliczny taki jaki chciałam. przetransportowanie go na rowerze nie było takie łatwej jak się spodziewałam. Ale dojechałam z nim w całości. pokazałam go mamie i siostrą. resztę dnia spędzałam w kuchni przygotowując ciasta na niedzielę, bo miał przyjechać mój chrzestny z rodziną. Mnie taka opcja opowiada, bo jak niejednokrotnie mówiłam – kocham piec ciasta. Niezależnie jakie święto… spędzam je zawsze najwięcej w kuchni. Nienawidzę sprzątać, ale siedzieć w kuchni z wielka przyjemnością! Przygotowałam na tą okazję tort czekoladowy, placek „Shrek” oraz placek cytrynowiec. Sama wybierałam co upiekę. Nie było dużo wysiłku w to włożone – 3 biszkopty by me oraz pełno mas do nakładania! Placków zdjęci nie mam, ale tor obowiązkowo musiałam zrobić! Oto moje dzieło:
Miał nadzienie czekoladowego kremu, a w środku były plasterki bananów. Wzięłam szprycowanie do ręki i zaczęłam się bawić. Może i nie mam jako tako profesjonalnego sprzętu, ale jestem z siebie dumna. kiedy już było wszystko gotowe, zaczęłam się przygotowywać na urodzinowe party. Zorganizowałam je dla swojej ukochanej paczki w składzie: Julia, Pati, Kasia, Ewelina, Paulina i Szymon. Jako solenizantka musiałam wyglądać obiecując, więc się odjebałam jak „przyczepa na dożynki”. Same przygotowanie to nic, pozostał jeszcze jeden malutki szczegół – musiał mnie ktoś tam zawieść. Nie miałam w sumie daleko, pogoda dopisywała o dziwo, ale miałam na sobie długą tunikę w paski biało-niebieskie i czarne szpilki. Spacerowanie z tortem ponad kilometr nie było by udane. Matka dyskretnie chciała mi dać do zrozumienia, że mam iść do ojca i go poprosić. Zbliżała się 18 i już musiałam się zbierać, kiedy w końcu po paru dniach ciszy poszłam do pokoju i powiedziałam: „Tata? Zawieziesz mnie na 18 do pizzerii ?” odwrócił się do mnie i powiedział: „Dobra. Zaraz będę w samochodzie.”. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam się zbierać. Wzięłam torebkę i tort i wyszłam na dwór. Jak ruszyliśmy, powiedziałam mu tylko, że nie będę za długo, a on że okej. resztę drogi panowała CISZA! Wysadził mi pod budynkiem i pojechał. Wgramoliłam się po schodach do lokalu i idąc do miejsca w którym zarezerwowałam zobaczyłam, że moi goście już tam byli. rozbierali się z kurtek i jak tylko mnie zobaczyli… no cóż, skromnie mówiąc zatkało ich. można powiedzieć, że takie było moje założenie. żebyście widzieli ich wzrok jak mnie zobaczyli… bezcenny!^^
Ok, koniec schlebiania sobie, przejdźmy do rzeczy. Zaszły małe zmiany np. Pati zrobiła sobie grzywkę. Stwierdziła, że ją to odmłodzi, ale jak dla mnie wyglądała jeszcze poważniej niż wcześniej. Poza tym wyglądała czarująco w różowym żakiecie. Julka zrobiła sobie loczki, a dziewuszki ubrały szpileczki i też świetnie wyglądały. Szymon jak Szymon… ma pisać że wyglądał pięknie? Nie sądzę.. hihi!^^
Jak już skończyliśmy się zachwycać nad tym jak wyglądamy, zaczęły się PREZENTY! Na san pierw dostałam lizaka od Patrycji i życzenia.
Zajęło mi parę dni zjedzenie tych lizaków. Była tam ich 10… teraz zostawiłam pojemni na pamiątkę i robi za mikrofon do wygłupiania się w domu! Reszta wręczyła mi torbę. tak jak zakładałam, będzie to wielka torba świąteczna obklejona zdjęciami. Znajdują się tam między innymi takie osobowości jak: Justin B., Doda, Gosia „Wojowniczka”, US5, Tokio Hotel, Dzonasi, Hanah Montana i Martin z „Ludzkiej stonogi”:
Aż było głupio potem iść z tą torbą do klubu, ale i taki jest zajebista. Na drugiej stronie było pełno naszych zdjęć z imprez i lekcji! Nigdy nie wywalę tej torby! Jest cudowna… ale jak zajrzałam to środka to zobaczyłam tam:
- kartkę z życzeniami... mało nie pękłam ze śmiechu jak ją zobaczyłam. Oto jak wyglądała od przodu i w środku:
Jak to ładnie Julia powiedziała: "Henio dla Heniuli!"^^
- kolejna rzecz to, koszulka:
Teraz jak na nią patrze... niestety nie wygląda tak ładnie. Ale nawet nie możecie sobie wyobrazić jak się cieszyłam jak ją zobaczyłam. Obiecałam, że będę w niej spała i nadal w niej śpię. dla tych co nie wiedzą o co chodzi to Bamber = Michał - chłopak który mi się podoba. Piękna jest ta koszulka... rozmiar ogromny... jak koszula nocna (jest męska)! Zdecydowanie ta rzecz przyniosła mi wiele radości i podoba mi się najbardziej z wszystkiego!
- na samym dnie leżało parę kosmetyków:
Co do pomadki, Pati się śmiała, że to coś co ci się spodoba. jak się przyjrzycie to pod nazwą "fruity" piszę "shinee" i to jedno "e" dopisane! LOL pomysłowe. Teraz jak ją mam, zawsze się pytam: "Chcę ktoś Shinee?"
Podziękowałam im z całego serca i się wzruszyłam, bo nigdy nie miałam takich kochanych przyjaciół jak oni. Będę im wdzięczna do końca życia za to że ze mną wytrzymali.
Doszłam zamówić z Pati pizzę i coś do picia oraz alkohol. Doznałam niezłego szoku jak się okazało, że 60 złoty nie kosztuje litr Bolsa, tylko 0,5 l. Stałyśmy jak wryte i drapałam się co teraz. Obiecałam im litra, a nie miałam siana żeby kupić. Wzięłam od laski jedną butelkę i talerzyki do tortu. Stwierdziliśmy że na popite nadaje się Sprite i kupiłam im po butelce. Jeżeli chodzi o pizzę to gustują w mniej mnie smakująca bolonese czyli: kupa cebuli! Nienawidzę cebuli i ja wzięłam z Pati na pół amerykańska: ogórek, pomidor, kurczak i na to prażona cebula - w takie postaci mi smakuje, tak jakbym jadła chipsy. Przygotowaliśmy wszystko na stole i zaczęliśmy od tortu. W środku był krem śmietankowy z kawałkami brzoskwini - pychota. Oczywiście jak powiedziałam Julii, że dla rodziny mam czekoladowy oburzyła się. Dobrze że zmieniła zdanie w poniedziałek, wtedy już nie była tak entuzjastycznie nastawiona do zjedzenia czekoladowego tortu.
Nie mogłam się powstrzymać i zjadłam dwa kawałki, był taki pyszny że nie dałam rady się powstrzymać. No ale w końcu to był mój dzień i jak grzeszyć to tylko dziś - bez skojarzeń proszę!
Gadaliśmy o wszystkim. Dowiedziałam się, że laski widziały Michała jak szedł z prezentem. One stwierdziły, że organizował sobie 8nastke, ale jak ktoś na urodziny to nie chodzi z prezentem dla siebie. Dopiero potem okazało się, że była na innej osoby urodzinach. Zawsze jakaś wiadomość o nim. Nie widziałam go już spory czas wtedy i to mnie na chwilę ożywiło.
Wynosiliśmy oczywiście toasty za zdrowie moje, mojej niespełnionej miłości z Bambrem i innych takich. Nawet szybko poszło opróżnienie tej butelki. W między czasie przed zjedzeniem tortu, poszłam z Paulina i Pati do sklepu kupić bo "normalnej" cenie taka sama butelkę jak w pizzerii. Zapłaciłam za nią trzy razy mniej niż tam - paranoja. Kupiłyśmy jeszcze parę fajek czekoladowych. Wzięłam na wypadek dowód, ale się nie przydał - widocznie tak wyrobione, wyglądałyśmy staro. Wystarczyło po opróżnieniu butelki ja podmienić na "świeżą". Siedzieliśmy w schowanej części lokalu, dlatego zrobiliśmy sobie małe przemeblowanie żeby lepiej się siedziało. Jakiś kretyn ustawił debilnie kanapy dlatego potem zaglądało śmiesznie jak laska nam przyniosła zamówienie, a my siedzieliśmy na trzech kanapach, z czego czwarta wypchnięta w kąt.
Co jakiś czas wychodziłyśmy na fajeczkę, a po jakimś czasie kiedy skończyła się druga butelka i okazało się że prawie każdy z nich ma przy sobie 0,2 albo miętowej gorzkie, luksusowej. Też sobie rozlewaliśmy i zaczęliśmy się zbierać o 21.30 żeby iść do klubu, który był w budynku pizzerii. Już widziałyśmy, że zbiera się sporo ludzi żeby iść dlatego poszliśmy na dwór i tam się organizowaliśmy. i w tym momencie straciłam z oczu moją kurtkę. Szykowaliśmy kasę do klubu, a nagle kiedy połowa z nas weszła już tam… ona zniknęła. Pati powiedziała, że prawdopodobnie mają ją dziewczyny i dały ją do szatni. W środku okazało się, że wejście dla dziewczyn jest za darmo. Zostawiłam kurtkę paru osób w szatni i zabrałam numerki. Było tam strasznie ciemno, a pieczątka na mojej ręce miała neonowy niebieski kolor. Co najważniejsze, pękały uszy od głośnej muzyki techno. A podłoga robiła: ŁUBS ŁUBS! Masakra! Szłam z torebką i tym ogromnym workiem na dół po chodach mega podchmielona. Nie dość, że piłam Bolsa to jak zobaczyłam gorzką serce mi zabiło <3
Reszta imprezy to był pamiętny moment. Jak już zeszliśmy na dół, myślałam że to ja mam taką mgłę między oczami, ale okazało się iż cały parkiet był w sztucznej mgłę. Ciężko było cokolwiek dojrzeć z daleka, bo światła waliły prosto na ciebie. Miałam wszystkie zmysły na szeroko otwarte i uwierało mnie to. Sama nie wiem jak znalazłam się na parkiecie tak szybo w szpilkach, ale już po chwili dęsiłam razem z resztą i 40 ludźmi w tej cholernej mgle, a co gorsza z torebką w łapie i prezentem. Dziewczyny się ze mnie śmiały, bo miałam mega fazę i zamykałam oczy podczas tańca. Do tego wszystkiego kocie ruchy i ręka we włosy. Ktoś mi powiedział, żebym odłożyła prezent bo debilnie wyglądam. zaczęłam się rozglądać i nie widziałam żadnej wolnej kanapy ani fotela. Bałam się zostawiać i tak cokolwiek, bo wszyscy chcieli tańczyć i nikomu się nie chciało pilnować rzeczy. pozostało mi jedno: iść do szatni i tam zostawić chociaż prezent. Wgramoliłam się powoli po schodach i w szatni był chłopak w moim wieku. Pamiętałam go z podstawówki. Spytałam się czy mogę zostawić prezent, a on: „Jasne. Weźmiesz go później!” teraz jak sobie pomyśle, jak on oglądał tą torbę obklejoną tymi wojowniczkami i naszymi zdjęciami. Bosz!
Poszłam na dół i zaczęłam się bawić dalej. Tańczyłam jak szalona z laskami, a miedzy czasie obczaiłam że jest tam pełno ludzi których znam i nie podejrzewałam, że mogą chodzić do takiego miejsca. Sami przecież byliśmy pierwszy raz w tym klubie. Miałyśmy okazje wiele razy posłuchać opowieści o nim z pewnych źródeł jak kumpela Julii – Iga. Ona przede wszystkim słynęła z codziennych imprez tam.
Po za patrzeniem na ludzi których znam, większa beka była z tych których widziałam na oczy po raz pierwszy. Połowa z tej wiary jaka tam była ewidentnie ze wsi. Wiem, wiem ja tez z niej jestem, tyle że tamci wyglądali o wiele inaczej niż ja. Bez porównania. Jeden był taki co „przepływał” przez parkiet takim ruchem, a na sobie miał stary wyciągnięty sweter z jednym paskiem na piersi. Wyobraźcie sobie taki… chodziło się w nich tak..hmmm 15 lat temu?? Pati jak tańczyłyśmy do mnie: „Dam ci 5 złoty jak z nim zatańczysz?” Zrobiłam wymowny wzroki i zaczęłyśmy się śmiać.
W jednym momencie pojawiła się trójka właśnie takich kawalerów. Pokazuje ich Ewelinie i ruszyłyśmy. Kolesie tańczyli w swoim kręgu jak grupka „pedałków”. Jak zobaczyli nas, jeden suseł i byli obok. Nadal mam mega polew jak sobie to przypomnę. Julia dawała mi kontem oka znaki, że dzisiaj dajemy czadu i robimy z gości błaznów. Mnie nie trzeba było dużo mówić. Wyhaczyłam jednego z nich i jak złapałam z im kontakt wzrokowy: Bum – już był mój! Na początku myślałam, że jest ich dwóch, w sensie że ma brata bliźniaka, ale z biegiem czasu okazało się że jednak nie. Koleś patrzył się na mnie obleśnie zgniłymi oczami, a gębę miał jak typowy rolnik. Ubrany był w białą koszulę w kratę. Totalna masakra… ale co mi tam, mam urodziny i będzie co wspominać i z czego się śmiać.
Kiedy sobie przypomnę jak on tańczył, jak oni wszyscy tam tańczyli. Nie ma się co dziwić w sumie. Laska ma jednak łatwo, może pokręcić tyłkiem, zrobić ręce do góry i w ogóle, a taki burak co ma robić. Tak więc opiszę jak wyglądał taniec mojego partnera do muzyki techno: weźcie sobie ręce do przodu, ugnijcie kolana i tak wyciągnięte przed sobą ręce ugnijcie w łokciach i na sam koniec zacznijcie tymi rękoma „szurać” w powietrzu, czyli lewa ręka do środka, a prawa na wprost i tak na zmianę, a tak btw coś fajnego Dance GIF! (KLIKAĆ). Porażka, ale co tam śmiałam się z tego tańca przez tydzień. Pobijał mnie najbardziej ten jego cholernie horny wzrok – oblecha. Ale dalej kokietowałam wzrokiem, tańczyłam jak napalona kocica, wysyłałam mu sygnały wzrokiem i nie tylko, słałam mu serduszka z dłoni. Z minuty na minutę był coraz bliżej, a ja miałam ochotę tam zwymiotować. Widziałam obok Ewelinę która miała ze mnie niezłą bekę, ale sama nieźle sobie radziła z jego kumplami. Pati i Szymon mi zniknęli z oczu i Kaśka razem z Pauliną też. po chwili przyleciała do mnie cała rozpromieniona Paulina i krzyczy mi do ucha: „Kasia! Zerzygałam się do umywalki!”, aż mnie zatkało, a ona uciekła. Kiedy mój partner się spojrzał na mnie jeszcze głębiej, stwierdzałam że mam dość i poszłam sobie od niego. Poza tym nogi już nie chciały tańczyć. Poszłam po chodach i zobaczyłam że reszta siedzi na jednej z kanap. Wcisnęłam się między nimi i już miałam ochotę tam zostać do końca… siły mnie opuściły. Paulina siedziała z zamkniętymi oczami i opierała się o Szymona, a on w tym czasie palił papierosa. Pati robiła zdjęcia telefonem, a Julia przyszła z sokiem z baru. Dochodziła 23:30, a my już byliśmy wykończeni, aż niepodobne do nas. Nie mogłam już usiedzieć na miejscu i musiałam się przewietrzyć, bo Ewelina przyszła i powiedziała, ze była na dworze. Zaproponowałam Juli żeby poszła razem ze mną, a ona się zgodziła, bo sama za dobrze nie wyglądała. Przy wyjściu spytałyśmy się czy można wyjść, a koleś: „Jasne”, na co dziewczyna obok niego co robiła nam pieczątki powiedziała: „Następnym razem powiedz, że nie.”
Jak tylko poczułam zimne powietrze, otrzeźwiałam. Matko Boska, jak dobrze. Zeszłam powoli na dół po schodach i aż mnie wryło. Zgadnijcie kto był na dworze? Michał? Njiee… mój kawaler w białej koszuli. Stał z kumplem i palił papierosa. Super po prosu, ale że byłam pijana pomyślałam sobie, co tam! podeszłam z Julią do niego i zaczęliśmy gadać. Jak tylko się odezwał, było ewidentnie słychać że gadał gwarą wiejską. Spojrzałam na Julie, a ona w duchu się śmiała. Okazało się wtedy, że ten którego uznałam za jego brata ma na imię Krzysiek, a mój kawaler ma na imię Łukasz. Częstowali nas papierosami, ale tylko ja wzięłam, Julia nie czuła się najlepiej… już ją kac brał. Tego wieczoru sporo spaliłam, oj nie dobrze. Pogadaliśmy z nimi i jako tako wydawali się być normalni, wkręciliśmy ich że mamy chłopaków i Krzysiek pytał się nas czy Ewelina jest wolna, oczywiście odpowiedziałam że ma kogoś. Dziękowałam mi potem za to. Po jakimś czasie stwierdzałam, że idziemy do środka. pożegnałyśmy kolegów i w środku okazało się, że Pati i Kasia są w toalecie, bo Kaśka się wyrzygała do toalety, a Paulina puściła pawia na dywan w klubie. Jak potem był określany, że Polinka pozostawiła po sobie ślad w formie „słoneczka” na dywanie. Jak wbiłam do toalety, Patrycja czekała na Kaśkę. Jak wyszła… nie poznałam jej. Była strasznie spocona na twarzy i rozmazana. Ogarnęła się w miarę i stwierdziłyśmy, że trzeba wychodzić. Szymon wziął pod ramię zalaną w trupa Paulina, a Pati pomagała iść Kasi. My Poszłyśmy do szatni i wzięłyśmy kurtki oraz prezent. Wtedy okazało się, że nie ma tam mojej kurtki. Wyszliśmy z klubu przechodząc przez pizzerię, a tam staliśmy się przejść w miarę szybko. W torebce miałam jedną pusta butelkę po Blosie i wyrzuciłam ją do kosza przy drzwiach. Posadzili nasze księżniczki na murku i zaczęło się zastanawianie gdzie jest moja kurtka, bo na dworze strasznie piździło, a ja stałam jak sierota i nie miałam się czym okryć. Poszłam zobaczyć czy niema jej w lokalu i okazało się, że wisi na krześle. Wtedy zaczęliśmy się zbierać. usiedliśmy na przystanku autobusowym po drugiej stronie ulicy. Kaśka jeszcze przez chwile wymiotowała, a potem zaczęłam ją ogarniać. Paulina zasnęła na Ewelinie i nie było szans jej zabrać do domu. Julia powiedział że już idzie i wzięła taksówkę i pojechała. poczekałyśmy na mamę Kaśki i ta tez pojechała. Dziewczyna ma twardy łeb, w jednej chwili rzygała jak kot, a potem wstała na korkach i poszła do samochodu. Nie mieliśmy co siedzieć i laskie stwierdziły że we trójkę zabiorą się w taksówkę. Wtedy już ledwo szłam, a nogi mnie bolały jak nigdy. Byłam nasiąkniętą nikotyną cała, a jak pożegnałam się z dziewczynami odpaliłam sobie papierosa z Szymonem. Zadzwoniłam do ojca, że ma przyjechać. Parę minut później już był, a ja z fajką w gębie, oddałam ją Szymonowi i pożegnałam się z nim. Śmiał się potem, że wracał z dwoma papierosami do chaty. W domu jak tylko się położyłam napisałam im wszystkim podziękowania, za udaną noc! I to by było na tyle z tej uroczej nocy. Skończyła się ona dla mnie o godzinie 01:00 bo wtedy zasnęłam!
Jeszcze raz dzięki kochani za ten wieczór… minął już ponad miesiąc od tego. czekajcie na dalsze relacji z innych imprez. będzie się działo. a tak btw. To mój pierwszy wpis w kwietniu łiii ^^





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz