Anio ;]
No to nareszcie pojechali i ja sama zostałam. Zabrałam Joli laptopa i zaczynam śmigać na klawiaturze. Będę siedziała, aż nie zobaczę na czujce światełka. Rozłożyłam się na kanapie, włączyłam dopiero co ściągnięty mini album EXO, o którym wczoraj wspomniałam. Jak dobrze, że udało mi się go ściągnąć, bo jak wychodzili, a raczej się zbierali do wyjścia to ojciec coś gadał o tym, że trzeba zabrać ze sobą ruter. Popierdolony z niego człowiek, jak nie wiem. Pamiętam jak Jola przyjechała przed moimi urodzinami i dała mi swój komputer, żebym sobie posiedziała. Weszłam na facebook’a i gadałam z paczką… wygłupialiśmy się i wysyłaliśmy sobie linki ze starymi piosenkami US5, Dody, Gosi „Wojowniczki” itp. Jego mój śmiech wkurzył, bo jak oddałam komputer Joli, to zdziwiona stwierdziła że nie ma internetu, a wtedy wszedł ojciec i powiedział: „Myślałam, że on jeszcze siedziała!” i poszedł włączyć ruter. Pogięło go już całkowicie.
Ale teraz mam spokój, bo oni pojechali do dziadków, a ja siedzę jak królowa w swoim żywiole : D
Żeby nie przedłużać, zaczynam opisywać ciąg dalszy moich marcowych wydarzeń!
Cały tydzień po moich urodzinach nie działo się nic konkretnego. Dowiedziałam się, że Julia jak wróciła do domu nie czuła się za dobrze. Podobna tak jak mi opowiadała, wstała o 2 w nocy miała niezłe powitanie z toaletą. Współczuje jej, bo ja wtedy sobie smacznie spałam, a ona cierpiała. Całą niedziele miała skacowaną i następne dwa dni zresztą też, bo jak zobaczyłam ją w poniedziałek nie wyglądała zbytnio obiecująco. Nam już minęło, ale ją trzymało bardzo długo. Ewelina się z niej śmiała, że ma w głowie taka małpkę z talerzami co jej uderza w tę i z powrotem. Biedaczka.
Za kasę z osiemnastki zapewniłam sobie dobre kosmetyki, z których korzystam nadal. Szkoda że resztę, jaką miałam do ostatnich paru dni, krótko mówiąc… przepiłam. Lepiej żeby mój wuja o tym się nie dowiedział.
Ten tydzień był także pełnym premier dotyczących mojej ostatniej słabości. Wtedy właśnie pojawił się teledysk do „HISTORY” EXO, oraz zdjęcia do Sherlock’a .
W kolejnym tygodniu, no cóż… też nie było nic ciekawego. Teraz nie pamiętam zbytnio wszystkiego, bo nie mam zbytnio dobrej pamięci do detali. Liczę na mój kalendarz, ale w nim tez jest bardzo mało zapisane. Mam tam tylko napisane wielkimi literami „FANTASTIC BABY”, oraz „SHERLOCK MV”, ale o tym już pisałam. Za to weekend przykuł moją uwagę, bo jest tam wzmianka o słynnym piątku w którym upokorzyłam się na oczach dziewczyn, a mianowicie pomachałam kusicielsko do brata Michała. To na pewno pamiętacie, bo opisałam tę sytuacje dość wnikliwie.
Ale mam news, który nie został opisany jeszcze. Jest to impreza u Julii w domu, następnego dnia w sobotę po tym incydencie. Historia jest dość ciekawa. No to zaczynamy.
**17.03.12r. - Sobota u Julii^^**
Rodzice Julii razem z jej bratem wyjechali, a na jej łaski pozostawili wolny dom. Nie mogło być bardziej idealnie jeżeli chodzi o to, żeby zorganizować imprezkę. U Juli był jak na razie sylwester, a ponieważ jej dom jako tako nadaje się na niezłe imprezy to nie musiała nas pytać czy idziemy. Jedyny którego nie było w tym czasie to Szymon, ponieważ został zaproszony na osiemnastkę, organizowaną przez 3 osoby. Wielka impreza, ale to nie byli nasi znajomi (no co niektórzy byli) wić nas tam nie było. Jako, że jako jedyna miałam dowód, nie musiałyśmy dzisiaj kupować alkoholu w normalnym sklepie, gdzie ceny były wysokie. Umówiłam się z laskami, że zbierzemy zamówienia i pójdę z jedną z nich do marketu – bo tanio. W tym czasie jak już się zbierałam do wyjazdu, była m sama w domu tak jak teraz, tyle że z Jolą. Musiałam zadzwonić do mamy czy mogę sobie wyjść na dwór. Nie mogłam jej powiedzieć, że jadę na imprezę do Julii. Dlaczego? To długa historia – głównym bohaterem jest Julia vs. mój ojciec. Wszystko jasne? jak nie to napiszę później.
Jak rozmawiałam z matką, to powiedziałam jej, że zrobię biszkopt i dopiero pojadę. Cos tam mruknęła, ale jako tako się zgodziła. Zaczęłam się zbierać i pojechałam. Biszkopt zrobiony wstawiłam do piekarnika i powiedziałam Joli, żeby go pilnowała. Jak następnego dnia go zobaczyłam to oczywiście był przypalony – na serio? Czy to jest takie ciężkie, żeby przypilnować żeby się nie spalił.
Jechałam najszybciej jak się dało. Założyłam słuchawki i rozkręciłam sobie muzę na full. Pamiętam, że całą drogę słuchałam jednej piosenki – „Blue” Big Bang. Tak, ta droga utkwiła mi w pamięci z jednego powodu – spotkałam Michała. W sumie nie powinnam tego nazywać spotkaniem, bo nie zamieniłam z nim ani jednego słowa. Jestem bardzo sentymentalna i może to dlatego. A jak już wcześniej pisałam, no nie widziałam go spory szmat czasu i to właśnie wtedy wpadłam na niego po paru miesiącach nie widzenia go. Byłam tak w szoku! Może opiszę jak to wyglądało:
Jechałam chodnikiem rowerem i z daleka zauważyłam, że na środku stoi zielony kosz na śmieci. Nadal nie mogę z tego – CO ZA DEBIL POSTAWIŁ W TAKI MIEJSCU TEN JEBANY KOSZ!? Potem jeszcze stał przez parę dni, aż któregoś nie wytrzymałam i go kopnęłam. Skończyło się tym, że mnie noga bolała. A wracając, to jadąc też zauważyłam, że ktoś idzie. Niestety nie poznałam go z tak daleka. Intuicyjnie, musiałam zjechać z chodnika, żeby pieszy mógł przejść. Skręciłam w jedno wolne miejsce do parkowania obok samochodów zaparkowanych i to właśnie wtedy zauważyłam, że to był on. Aż mnie wryło w ziemie. Patrzył się na mnie tym swoimi czarnymi oczami, a cała akcja jakby nagle nabrała zwolnionego tępa. Jak teraz mam to przed oczami to sama nie wiem czy czasem nie otwarłam gęby ze zdziwienia, jak go zobaczyłam. Dalsza akcja była dość nieprzyjemna, bo jak skręciłam i próbowałam wjechać na jednokierunkową drogę to przed nosem zajechał mi samochód. Omal w niego nie wjechałam, a wszystko przez to że nie patrzyłam przed siebie tylko miałam łeb wykręcony w lewo i gapiłam się na Michasia. Super, był by świadkiem mojej śmierci. Na całe szczęcie jak jadę moim rowerem mam hamulce w stopach i gwałtownie zrobiłam unik. Samochód przejechał, a ja w podwójnym szoku ruszyłam dalej, odwracając się kilka razy, żeby się upewnić że to był On!
Resztę drogi całe nogi mi się trzęsły – zresztą zawsze tak mam jak go spotkam, nie kontroluję tego – oraz byłam zła na siebie, że go nie poznałam z daleka. Myślałam, że się tam zaraz rozryczę. Jak za każdym razem słucham „Blue” mam tylko tę wtopę przed oczami. Jak nie jednego dnia jego brat bliźniak to następnego dnia on. Matko boska.
Dojechałam cała roztrzęsiona pod dom Julii i weszłam do niej. Większość już była tam: Pati, Paulina, Kasia i Ewelina. One w tym momencie rozmawiały o tej „kusicielskiej wtopęcji ” z poprzedniego dnia. Jak im powiedziałam, że spotkałam Bambra, aż je zatkało. Nie miałam co im w sumie opowiadać, bo omal stałam na nogach. Wtedy nagle dostałam olśnienia, że skoro Szymon jest na osiemnastce to Michał na pewno też tam szedł. Napisałam mu SMS: „Bamber ;(”, a on „No bd z nim na imprezie:D” – to mnie chłopak pocieszył. Zaczełyśmy się organizować i razem z Julią pojechałam do marketu koło jej domu – nie będę mówił jakiego, nie ma co reklamy robić. ^^
Koszyk w tym przypadku to nie był dobry pomysł. Była gotowa i dowód miałam na wierzchu, ale jak później się okazało nie był mi potrzebny. Razem z Julią kupiłyśmy: 3 sześciopaki Lecha Premium, 6 butelek Lecha Premium, 3 Wojaki w butelkach i jednego szampana ruskiego! Razem było: 13,5 litra piwa i 0,7 litra szampana. Nie powiem, ale byo mi głupio iść między pułkami z takim towarem. Przy kasie powiedziałam Julii, że ma iść po wózek, bo nie ogarniemy tego. Jak wszystko się znalazło tam… no cóż, ludzię się na nas gapili. Jak przechodzili obok nas kolesie z łysymi pałami tak zwanie JP, to powiedzieli, spoglądając na wózek : „Uhuhu… Widzę, że szykuję się gruba impreza!”. Mało brakowało, a bym się zaczęła śmiać!
Najgorsze było przed nami, ja i Julia miałyśmy rower. Przetransportowanie takiej ilości alko to nie lada wyczyn. Juli torba, aż wołała o pomoc, bo już jej szwy chciały się rozerwać. Ja wgarnęłam trochę do mojej torby i do koszyka. Po wszystkim nie mogłyśmy jechać na rowerach, tak więc drogę do domu prowadziłyśmy je. Było ciężko.. oj było. Po drodze stwierdziłam, że szkoda będzie wyrzucać te wszystkie butelki. Stwierdziłam, że wezmę je do domu i potem sprzedam.
Paulina nie mogła uwierzyć, że pytali się mnie o dowód. No cóż, szczęściara ze mnie. Do dzisiaj jak kupuję alkohol, nie miałam okazji spotkać się ze słynnym zdaniem: „A dowodzik jest?”. Może niech tak lepiej zostanie.
Ustawiłyśmy wszystko na stół i oto jak wyglądało:
Prezentuje się dość godnie, jak na zwykłą imprezę babską. Okazało się, że Kasia nie chciała nic pić, ale z czasem wzięła jednego. Ewelina postawiła na jednego browarka i bonusik w formie szampana. Ja nie czułam się wtedy za dobrze z powodu wczorajszej popijawy i miałam wtedy tylko 5 piw. Reszta różnie. I tak na końcu wyszło, że nie wszyscy wypili wszystko.
Dołączyły do nas też kumpele Julii z gimnazjum, z którymi się znamy już długo – Marta i Olga. Ola ma okazję widywać Michała dość często, bo nie dość że chodzą do tej samej szkoły to jeszcze są w tej samej klasie. Zazdrość mnie bieżę zawsze.
Włączyłyśmy muzykę, zgasiłyśmy światła i zaczęła się impreza. Przybijałyśmy z wszystko jak leci. Praktycznie na każdej imprezie jakiej jestem z nimi, musi i pojawia się zdrowie z Michała i za mnie, żeby się w końcu udało i tak od mniej niż roku.
Na początku byłam trochę zgaszona i siedziałam popijając powoli piwo. Wszytko przez to zdarzenie z Michałem na chodniku. Dręczyło mnie to strasznie i nie miałam przez to ochoty do zabawy. No i miałam też malutkiego kaca wtedy. Laski pytały mnie co jest, a ja odpowiadałam, że nic. Co miałam im mówić. One sobie spokojnie tańczyły, a ja siedziałam.
Po pierwszym piwie humor mi się poprawił i przyłączyłam się do zabawy. zawsze jestem duszą na parkiecie i laski się ze mnie śmieją, że tańczę ze strasznym wczuwaniem się. Chwila tańca i odpoczynek. Piwko szło i szło, a my dalej się bawiłyśmy.
Kasia z Pati kupiły fajki i wychodziły przed dom, żeby sobie zapalić. ja zresztą też chciałam. Mogłam sobie chwilę odreagować i odpocząć. Na dworze było strasznie zimno, ale jak człowiek jest pijany, lub wypiję chociaż trochę alkoholu jest mu o wiele cieplej. Czasem to ma swoje skutki uboczne i dlatego żule zamarzają na dworze na zimę.
Dużo gadałyśmy i nie zauważyłam w tym czasie jak laski piją. Ewelina w dość szybkim tępię skończyła swoją partę, co wyszło jej. Biedaczka skończyła się i dalej już nie mogła imprezować. Kasia, Marta i Olga musiały się wyjątkowo wcześnie zbierać. Zostałyśmy my same. Ewelina nie miała siły i położyła się, a ja wtedy dorwałam się do muzyki. Wyjęłam pena kogoś i wcisnęłam mój. Byłam wtedy sama ze zgonioną Eweliną na kanapie, dziewczyny były przed domem. Na pierwszy odstrzał poszedł tradycyjnie „Lucyfer”… miałam wtedy tyle energii, że jedynym wyjściem było tańczyć. Darłam mordę jak porąbana, ciekawe czy słyszeli mnie Julii sąsiedzi. Potem jak włączyłam „Sorry Sorry” i „Go Away” biedna Ewelina nie wytrzymała i wyszła, a ja szalałam dalej „sama na parkiecie”.
Jak już mi ustało, przyszły laski i Paulina stwierdziła, że chce fajki i mam z nią iść. Było już po 22, więc na market nie ma co liczyć. Ubrałam się i razem z nią i Pati ruszyłyśmy. Po drodzę jednak odesłałyśmy Patrycję do domu, bo ledwo biedaczka szła. zaczęłam gadać z Pauliną jakie fajki mamy konkretnie kupić, bo szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jakie są. Ona chciała takie jak miała Kaśka, więc zadzwoniła do niej i się spytała. Z tego co pamiętam to w kółko powtarzałam potem „L&M linki”. Do teraz je tylko znam i kupuje jak trzeba.
Doszłyśmy do sklepu i o tej godzinie byłyśmy tylko jedynymi klientkami. Sprzedawczynie obserwowały nas bardzo uważnie. Miała wtedy totalną fazę w głowię i Paulina zresztą też, przez co ciężko było się skupić. Wyszłyśmy ze sklepu z papierosami, ciastkami i biszkoptami. po tym jak ledwo mogłam się dogadać ze sprzedawczynią, bo w kółko jej powtarzałam nazwę tych fajek, aż babka zgłupiała. Wzięłyśmy miętowe słabe – takie jak miała Kaśka.
Jak doszłyśmy do domu, okazało się że Ewelina już totalnie się spiła i spała jak dziecko, ale czasem brało ją i płakała z niewiadomego mi powodu. Stwierdziła, że ja nie muszę wiedzieć. Dowiedziałam się dopiero w szkole, a raczej w kawiarni. Wyzywałam ją, żeby nie ryczała… a sama miotałam się w te i z powrotem. Dziewczyny też w czasie naszej nieobecności zamówiły pizzę. Nie byłam aż tak strasznie głodna, ale co mi tam. W domu już nie chciało się Paulinę palić i stwierdziłyśmy, że to będzie nasza paczka na spółę. Schowałam ją do torby i usiadłyśmy przy stole. Przez te cholerne piwa, chciało mnie się do kibelka. Co chwilę ktoś tam biegał, aż w jednym momencie, biedna Pati nie wytrzymała i poleciała zwymiotować. Widocznie po piwie jakoś jej nie dobrze… odwrotnie mam ja i Julia z Pauliną!
Poszłam odebrać pizzę i okazało się że Julia zamówiła największą pizzę jaką się dało tzw „Familijną”! Mam nawet zdjęcie jak wyglądał największy kawałek w tej oto pizzy:
I należał on do mnie, potem go Ewelina zjadła. Po zjedzeniu jednego kawałka nie miałam siły. Pati wyszła i się pożegnała, bo nie była w stanie wrócić i zadzwoniła po brata. Zostałyśmy we trójkę ze śpiącą Eweliną. Julia musiała iść do babci się odmeldować, a czasu było bardzo mało. Nie miałam wyboru i musiałam zadzwonić po ojca. Byli już w domu, a zapomniałam dodać że wtedy były jego urodziny. Jak spytałam się go, po opowiedzeniu gdzie jestem i jak sprawy się mają, czy przyjedzie po mnie i po dziewczyny, odpowiedział niestety, że wypił piwo i nie da rady. Chciałby, ale bał się ryzykować. byłyśmy skazane na siebie.
Julia zaczęła ogarniać i z żalem musiała wylać całe piwo w butelce, bo było otwarte. Resztę piw jakie zostały, ja wzięłam i Paulina swoje. Miałyśmy już wezwać taksówkę dla Eweliny, ale ona na słowo „taksówka” ocknęła się i zaczęła ubierać i protestować, że ona pójdzie. Wzięłyśmy śmieci i karton od pizzy i wyszłyśmy z domu. Po drodze Ewelina zauważyła bystrze: „O?? Macie pizzę!!” i tym sposobem zjadła ją. Kazałam Julii wyrzucić butelki, bo i tak nie dam rady ich przetransportować. Zaczełyśmy iść, a Ewelina dostała nagle zastrzyk energii, jakby się cukru najadła. Jadła pizzę z zamkniętym sosem, co po jakimś czasie zauważyła Julia, bo biedaczka uderzała kawałkiem o plastikowy pojemniczek i była pewna że macza go w sosie. potem jej Julia pomogła i bardzie uradowana zaczęła grzecznie jeść. Jak jej zaczęliśmy opowiadać, że płakała to ona zdziwiona nie wiedziała o co nam chodzi. Wtedy powiedziała do niej: „Ej, Ewelina! Film ci się urwał!”, na co ona „No, mnie też!” – WTF?! Teraz się z tego śmieję, ale wtedy ona na serio nic nie ogarniała.
Paulina była w miarę trzeźwa bo wypiła tylko trzy piwa i poszła sama do domu, a ja rozdzieliłam się z Julią i Eweliną przy rodzę i dalej pojechałam sama. Po drodze nie wytrzymałam i spaliłam sobie jednego papierosa. Jechałam i w gębie trzymałam fajkę, jak taki menel.
Następnego dnia w niedzielę spotkaliśmy się już z Szymonem. My opowiadałyśmy mu jak u nas było, a on stwierdził, że to co zdarzyło się w tamtych czterech ścianach nie w nich pozostanie – świnia. Dowiedziałam się, że Michał był przebrany za Zorro! Nice :]
Oto jedna z historii z marca. Przez długi czas w swojej szafce chowałam 4 piwa i 0,2l wódki jakie Julia kupiła sobie w moje urodziny i nie zdołała wypić. Jak na razie piwa zniknęły, a wódka nadal tam jest. Co do moich urodzin, zapomniałam jednej rzeczy dodać. Paulina i Kaśka się skończyły ponieważ podczas mojej nieobecności poszły razem do toalety i wypiły razem 0,2l żołądkowej jaką miała Paulina. A żeby ocucić nasze pijaczki na przystanku autobusowym, Pati i Ewelina poleciały do łazienki w pizzerii i wylały z butelki wódkę i nalały tam wodę z kranu. Na ich niefart, akurat jak wylewały zawartość butelki, to weszły do toalety jakieś laski i widziały. Mała wtopa!
To tyle z mojej strony na dziś… dzień dobiega końca. Jeszcze tylko jutro wolne i wracamy do szkoły!^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz