niedziela, 8 kwietnia 2012

Wielkanocne żarcie!^^

Hej ^^


O matko, zaraz chyba umrę z przejedzenia. Dzisiaj na śniadanie np. zjadłam kawałek mazurka, potem białą kiełbasę z chrzanem i  potem kawałek mazurka i wszystko popiłam colą. Obrzydliwe, ale mój żołądek jakoś nie protestował… o Boże, a może jestem w ciąży. Pss… chyba urojonej! :P
Obiad… Jezu, to jest aż straszne jak spojrzę na mój brzuch. Wygląda jakby spęczniał… to jest chore. Jak wczoraj pisałam to wciągnęłam 1,5 czekolady! Niby nic, ale wcześniej wchłonęłam 3 kawałki sernika. Wszyscy w domu wyglądają jakby mieli ochotę rzygać tęczą! Naoglądałam się bajki „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe” i „Willy Wonka”, a potem masz babo placek… a raczej BLACHĘ PLACKA!
Dzisiaj trzeba się radować, w końcu na kochany Jezus Zmartwychwstał. Idziemy ładnie do kościoła i do Komunii Świętej oraz jemy jajka. Na jakiś czas odstawiam jajka w kąt – nie mogę już na nie patrzeć.
A tak w ogóle to chciałam wam życzyć Wszystkiego Dobrego w okresie Świąt Wielkanocnych!
Jestem dzisiaj strasznie zmęczona, bo poszłam spać dość późno. Na górze w mieszaniu była impreza. nie pisałam jeszcze o tym, ale w tym mieszkaniu nie było nikogo przez dobre dwa lata. Moja ciotka jest jehowa i w tym całym klanie spotkała rodzinę z Bułgarii. Jak dowiedziała się, że potrzebują mieszkania do sobie przypomniała, że jest u nas tam wolne. Skontaktowała się z właścicielem i wgarnęła ich tam. Na samym początku myślałam, że będzie to tylko mała rodzinka, ale mama mi powiedziała że jak Bułgarzy, to czyli ci wszyscy co stają na targach opaleni i sprzedają ciuchy. Teraz jak są tam już od 1,5 miesiąca ich liczba wynosi 15. Trochę niestosownie tak o nich mówić, jakby byli zwierzakami w klatce, ale oni tylko tam siedzą i w ogóle jacyś dziwni są. Mój ojciec i matka się z nimi jakoś dogadują, ja jeszcze nie miałam okazji. Wiem, że Asia (moja mała siostra) bawi się z jednym z tych dzieciaków co tam są. Chłopczyk ma na imię David – dość nietypowe imię w tym otoczeniu. Może mam takie podejście do nich, bo jak mi mama powiedziała że jest tam dziadek, babcia, dwie dorosłe kobiety, ich mężowie, jedna z tych kobiet jest w ciąży i druga pewnie też będzie i mają już parę dzieci i jeszcze jest paru wolnych kawalerów to skojarzyli mi się z takimi królikami. A może oni się „rozmnażają” między rodzeństwem – cholera wie! To wszystko przez to, że jak pamiętam tych Bułgarów co robią na targowisku u nas w mieście o ta wiara wygląda dokładnie jak Cyganie! I jeszcze ten język – co to jest? przez jakiś czas się śmiała, bo jak przechodziłam pod oknem ich i słyszałam jak ze sobą rozmawiali to pękałam. Co gorsza, że oni puszczają muzykę w tym języku – rap, hip hop i pop. Koszmarne.. najn już bym wolała niemieckie techno – na serio! Oczywiście co każdą środę i sobotę wyjeżdżają na targowisko gdzieś. Ja patrzę na ich wany zaparkowane przed domem to widzę na tyle tylko w szybie MANEKINY! Wygląda to tak, jakby tam składowali ofiary na… ludzką stonogę. LOL! Dziwny widok… zwłaszcza jak wracam w nocy podchmielona z imprezy i poświeci mi na to.. jak z horroru! Ale wracając. Wczoraj zrobili sobie niezłą imprezę. Była oczywiście muzyka i cały sufit mi się trząsł. Była jednak padnięta i zasnęłam!
Teraz napiszę ciąg dalszy przeżyć „Kasi W.” i jej paczki:

**04.03.12r. – niedziela „Uroczystość rodzinna”**
Nie było ze mną tak źle rano. Jak zwykle „przespałam kaca”. Pytacie jakim cudem można przespać kaca? Sama nie wiem, ale tak już mam że ka mnie bierze o 4 rano, ale jestem tak zmęczona żeby wstać i idę dalej spać. Wstaję już normalnie i to by było na tyle! Tak też było wtedy… poszłam w piżamie do pokoju i pochwaliłam się prezentami. Wszyscy śmiali się z koszuli – dla mnie jest wyjątkowa.
Jak powąchałam moje ciuchy, aż mi zmroziło, wszystko waliło papierosami. Zgarnęłam je za jednym razem i wrzuciłam do kosza.
Rodzina przyjechała po obiedzie. Przywitałam ich, a oni złożyli mi życzenia i wręczyli paczki. Mama zaprosiła wuja z ciotką do salonu, a ja zgarnęłam kuzynki do pokoju. Cała podniecona zaczęłam odpakowywać prezenty. Na samym wierzchu zobaczyłam oczywiście pudełko ze słuchawkami – duże, takie jak chciałam. No może trochę za duże, ale jak teraz pomyśle to mnie się bardzo przydały przez ten miesiąc. Moje kochane uszy miały dobra ochronę dzięki nim!
Dostałam też koszulkę, parę kosmetyków (zapach kokosowy - zajebisty), kasę i co mnie rozwaliło najbardziej, kubek i moją ulubioną sypaną herbatę Earl Grey, którą można kupić tylko w Kauflandzie:
Pokochałam ją jak za każdym razem przyjeżdżałam do rodziny i któregoś razu dostałam od Ani 2 paczki. Piłam ją po ileś razy na dzień, aż zauważyłam skutki uboczne. Chodziłam zaćpana tą herbatą! Na serio… jedna nie wolno jej nadużywać. Tak więc na jakiś czas ja odsunęłam i przerzuciłam się na kawę. po jakimś czasie znowu wróciła. To tyle o samej herbacie!
Dawno się z laskami nie wiedziałam. Ostatnim razem było na 80 urodzinach mojego dziadka. dużo gadałyśmy, a potem poszłyśmy na dwór. Tak czas minął, że ani się obejrzałam, a już zrobiło się ciemno i pojechali.
Oczywiście wszystkim smakował mój tort. Jestem z siebie dumna! Pamiętam, że Karolina zjadła dobre 4 kawałki. Masakra. Jednak pomysł z dodaniem tam bananów był genialny. Pasowały tam jak ulał!
                                                                                                                                                                    

To tyle na dziś… z życia. Jutro, albo pojutrze maja zamiar jechać do dziadków, więc ja zostanę i będę pisała aż dam radę. Zrobię z siebie typowego dziennikarza, czyli kawa na stół i jechane!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz