Witam Was,
Mamy WIOSENE – chociaż na dworze piździ jak nie wiem. Miałam dzisiaj w szkole luz, bo lekcje były wolne. A tak przebrałyśmy się z dziewuszkami w bardzo pobabne stroje. chyba jako jedyne w szkole – no cóż. Porobiłyśmy sobie zdjęcia i do domu. Ja siedzę, bo nie ma nikogo w domu. Czekam na teledysk „SHEROLCK’a”! Już się nie mogę doczekać… to będzie epicki moment! A teraz nadrabiam dni, które kara mi nie kazała opisać. Proszę:
PIĄTEK
**16.03.12r.**
Mam ochotę zapaść się pod ziemię i zostać tam do roku 2015. Trzeba być takim mistrzem jak ja, żeby pod wpływem alkoholu zrobić taki wstyd samej sobie. Ale zacznę od początku.
Był piękny słoneczny dzień jak dziś. Wczoraj miałam tyko dwie godziny lekcji, a reszta to w-f w ośrodku sportowym naszej w-fistki pani Kasi. Jest ona maniaczka sportu, ruchu i zdrowego odżywiania, oraz trybu życia. Zrobiła mam aerobik - normalny i z ciężarkami. Głupia, jako jedyna z dziewczyn wzięłam handle o masie 1 kg. Teraz mam cholerne zakwasy po tych podnoszeniach na całych rękach.
Było strasznie - zrobiłam wszystkie ćwiczenia. Nie wiem czemu, może w końcu się poruszać. Ćwiczyłyśmy na małej sali z wielkimi lustrami na ścianie. Byłam na samym przodzie i widząc siebie całą spocona i czerwoną na twarzy z wysiłku robiło mi się słabo. Ciągły ruch: lewa, prawa, lewa, prawa, góra, dół, góra, dół. I do tego... rozciąganie moi państwo. Mam obolałą szyję od podnoszenia jej przy brzuszkach. Po skończeniu nie miałam siły się przebrać, a co dopiero jechać rowerem do domu. Jak z dziewczynami byłyśmy w szatni to oczywiście nasze kochane "dziunie" musiały lecieć na wagę i się zważyć. Boktan (znaczy się Magda, tyle że Bogdan przez "k" od niemieckiego :-)) i Żunia (tutaj imię nie jest ważne. Ważne jest że ona na OGROMNĄ żuchwę - Elżunia jebana) i chuda jak deska od kibla Żunia oznajmiła , że ta waga jest zepsuta, bo pokazało jej "36". 36? 36! A słownie: trzydzieści sześć. Kto w moim wieku waży tyle? Przecież Asia moja siostra co ma 3 lata waży 25 kg. Spojrzałam na Ewelinie z wypisanym na czole: "ŻAL". Jak wyszły nasze księżniczki to Natalia, która ostatnimi czasy przestała się zadawać z nimi, a one z nią powiedziała: "Trzydzieści sześć kilo ważyłam w przedszkolu."
Wróciłam jakimś cudem do domu i zjadłam obiad: 3 naleśniki mojej produkcji. To był mój ostatni posiłek do końca dnia. Potem musiałam wyruszać do sklepu na dwugodzinną odsiadkę w sklepie z wolontariatu! Zgłosiłam się z Julią na zbiórkę żywności, że pomożemy w sklepie. Miałyśmy już coś takiego w Święta grudniowe, a polega to na tym, że: stoisz przy kartonie i dziękujesz jak ktoś coś wrzuci. Nie miałyśmy ulotek, więc ludzie nie bardzo wiedzieli co to jest grane. Tak brali ulotkę, przeszli się po sklepie i wrzucali coś do kartonu – a tak nic. Jedynie siedziałyśmy na tyłkach przez dwie godziny na parapecie. Chociaż był tylko jeden koleś – spytał się nas na co zbieramy jak był pod kasą, a my że na zbiórkę na święta, to kazał na iść i kupić parę rzeczy do 20 zł – i to by było na tyle.
Po odbębnieniu roboty poszłyśmy z Julią pod sklep monopolowy gdzie się umówiliśmy Patrycją i Ewciną. Pauliny nie było bo się kurowała w domu, a Szymon był na zakupach. Pati wpadła, że jest zła i ma ochotę sobie porządnie wypić – najlepiej wódkę. Nie wiem co mi do tego łba poszło, ale też kupiłam sobie – kolejny raz to samo. Standardowo 0,2 l Gorzkiej Żołądkowej Miętowej, a laski po drinku jabłkowym. Potem jeszcze po fajki czekoladowe – super! Nadal nie mamy gdzie porządnie wypić, więc idziemy nad jezioro. Jak doszłyśmy, było tam sporo wiary! ławki były zajęte i trzeba było się ulokować na murku pod drzewami. I zaczęło się picie…
Po pierwszym łyku z Patrycją stwierdziłyśmy, że ta jest wyjątkowo mocna, ale jak to Julia powiedziała: „Wódka nie ma smakować, tylko wykrzywiać ryj. A jak zaczyna smakować, to wiec że dzieje się coś złego.”! Także, ta wyjątkowo mordę wykrzywiała, ale piłam dalej. Miętowa to najbardziej znośna wódka jaką piłam i jest miętowa.
Minęło trochę czasu, a ja już zaczęłam dostawać pety. Mam na komórce 7 nagrań kiedy idziemy z jeziora do Patrycji domu – ja jestem tam reporterką i mym zacnym przepitym głosem opisuję co widzę np. „widzę żółty słupek… o ten słupek jest metalowy! Ale fajnie! tuptuptup… ominęłam go! Łiii!”i wiele innych. Musiałabym kiedyś usiąść i całe jedno, albo pare nagrań wrzucić w formie tekstu! Byłaby zwała ^^
Patrycja też wymiotła, bo poza kręceniem zdjęci i robieniem zdjęć… też ją trzasnęło i to nieźle. Jak złapała moją nogę i powiedziała, że ją kocha, a jak po chwili nie zdołałam utrzymać równowagi i poleciałam na ziemię. Nie bolało mnie oczywiście… odczułam to następnego dnia dopiero i mam podrapane ręce, a Patrycja nie miała takiego szczęścia. Uderzyła się moim kolanem w nos… uuu to musiało boleć.
Śpiewając, drąc mordę, machając do nieznajomych, mówiąc do nich, śmiać się z nich i z siebie, oraz „golcując”(tzn. biegać) przeszłyśmy pół miasta. CO ZA WSTYD! Dla kogo wstyd, dla tego wstyd… dobrze, że nie miałam roweru! Ludzie się na nas patrzyli… głownie to na mnie i na Patrycje. Chociaż próbowałyśmy być poważnie… hmmm nie ukrywajmy – nie wychodziło nam zbytnio. Na nagraniach zresztą to słychać. Podam pewien przykład jaki mnie rozwala. Idę sobie z Patrycją po chodniku i jej coś mówię, a ona nagle : „Kasia patrzy Cyfrowy Polsat mają! Jakby to powiedziała pani Lewek (pani od historii) burżuazja!” – jebłam jak to usłyszałam! Patrycja Agentka. A to jeszcze nic, to tego co tam jest!
Musiałyśmy odprowadzić Julię, bo do domu musiała iść. Naszej agentce chciało się iść do toalety, więc poszłyśmy we dwie do jej domu, a Ewelina zaprowadziła Julię. Jak weszłam do pokoju i usiadłam na Patrycji kanapie, to myślałam że tam zjadę… Kręciło mi się cholernie w głowie – to w lewo to w prawo. Dobrze, że wyszłam na dwór. Ponieważ dziewczyny były głodne zaczęłyśmy iść do sklepu z bułkami – jakimś cudem zawsze tam idziemy kiedy jesteśmy głodne. Kiedy Pati wyszła ze sklepu z bułką i butlą wody i ruszyłyśmy na ławkę. Ta ławka jest nam bardzo znana… to tam siedziałam zgoniona w urodziny Szymona i taksówka mnie zabrała do domu i to tam w wakacje siedziałyśmy o 8:00 po nie przespanej nocy pod Lidl’em po jednych z grillów Patrycji. Zanim zdążyłyśmy dojść do ławki stało się TO…. WTOPA NA GIGANTYCZNĄ SKALĘ:
Pod jednym ze sklepów stała grupa chłopaków. Nie wiem ile ich była, może z 8 lub 10. Ledwo ich twarze widziałam, ale tą trumnowatą (od trumny) twarz wszędzie dostrzegę… KAROL! Tak to był on, brat mojego BAMBRA! Dało mi to do zrozumienia, bo stał ze swoim kolegą. Miałam ochotę się roześmiać i powiedzieć mu, że jest głupi, ale nie zrobiłam tego… Zamiast tego, ugięłam rękę w łokciu gdzie zwisała sobie moja torebka „worek na ziemniaki” i dłonią pomachałam im patrząc na nich wszystkich. Do tego wszystkiego się uśmiechnęłam kusicielsko do nich!
Ja pierdole… jak o tym pomyśle, aż mnie cholera bieżę… Kurwa, co ja miałam wtedy w mózgu???… Pustkę?!?! Krew mi nie dopływała chyba i się myślenie totalnie wyłączyło! Jak ja teraz Karola zobaczę gdziekolwiek to ucieknę ze wstydu! Co za wtopa!
Za sobą usłyszałam lekkie śmiechy, a Ewelina z Patrycją patrzyły na mnie ogłupione. Po chwili się pytają czy tam był Bamber, a ja że nie to Karol. Jak mi powiedziały, że zrobiłam sobie wstyd to ogarnęłam co zrobiłam… ale było już po fakcie. Pozostało jęczeć: „Co ja zrobiłam? Ja pierdole, ale wtopa!” i tak ze sto razy. Tak więc cała przyjemność z siedzenia sobie na ławce, poszła na gadaniu o tym! Miałam ochotę się zabić!
Wypiłam prawie pół butelki wody i nie miała ochoty wracać do domu... ale wiedziałam, że muszę iść – bo zasnę. Ruszyłyśmy inną drogą niż poprzednio – nie ma co się dziwić – kto z was byłby taki odważny i poszedł tamtędy jeszcze raz i im pomachał? HĘ? Nie wiedzę nikogo! NO!
Potem Pati zaczęła rozlewać wode na około i wywaliła butelkę gdzieś w krzaki! Odprowadziły mnie do jednego sklepu i poszłam resztę sama. Włączyłam sobie muzykę na FULL i zaczęłam iść. Gdybym nie włączyła muzy to bym zasneła.
Potem w domu rzygałam!
To tyle muszę uciekać, bo jadą!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz