Hej ^^
Ale dzisiaj doznałam odkrycia. Okazało się, że w moim telefonie ma notatnik i owe notatki mogę wysyłać za pomocą Bluetooth’a do komputera. Mój kochany telefonik (Nokia X2) takie rzeczy potrafi. Jak na razie jest w stanie obandażowania, po upadła mi tyle razy w ostatnim tygodniu, że klapka już się nie chcę trzymać reszty i pozostało pokleić go taśmą. Gustownie wygląda w tej taśmie izolacyjnej! A wracając do odkrycia, skoro on ma taką funkcję, będę mogła na bieżąco pisać w telefonie posty na bloga, a potem dyskretnie przesyłać je do komputera i udostępniać na bloga. Prosto, łatwo i przyjemnie – Nie, nie sympatycznie!
Dzisiejszy dzień mogę zaliczyć do jak najbardziej udanych. Zamiast iść do szkoły na godzinę 9:40, poszłam dopiero na godzinę 12:25. Nie miałam pierwszej godziny, a dwie kolejne to miały być języki polskie. Zrobili nam zastępstwo, zamiast zwolnić i powiedzieli, że mamy ekonomiki – znowu. Zamiast odbębnić te trzy cholerne godziny męczarni w tygodniu, musiałabym widzieć Anię (pani od ekonomiki – chyba będę wszystkich nauczycieli nazywać po imieniu) jeszcze dowie dodatkowe godziny – w sumie to 5. Jak mieliśmy matematykę, wleciała do nas i powiedziała, że będziemy mieli z nią lekcje zamiast w poniedziałek. W poniedziałek mogę nie mieć ekonomik, ale dzisiaj też nie chcę mieć. Tak więc powiedziałam mamię, że idę na godzinę 12:25 bo nie mam pierwszy trzech godzin, a ona jak zawsze mi uwierzyła.
Po wczorajszym wpisie Patrycji na facebook’a, można było się spodziewać tylko jednego – Pogrom. A oto co napisała „mama” :
„15.03.2012r. DZIEŃ PIECZĄTKI. ♥ ♥ ♥
Nadchodzę.”
Kiedy Pati piszę, że nadchodzi to nadchodzi. Z resztą już kiedyś pokazywałam tutaj jakie pieczątki w moim zeszycie od rachunkowości dostałam – to były pierwsze. Zaczęło się od karniaków i Stefanów, które robiła Julia i Kaśka, a potem to już wszyscy sobie robiliśmy. Były wojny… wielokrotnie. Teraz też są. Wystarczyło wziąć jakiś mazak lub marker i gotowe – wielki chuj na całą stronę w zeszycie i to samo przez 8 kolejnych. Było co wyrywać. Potem się człowiek dziwi, że w połowie roku kończy ci się zeszyt z historii, chociaż masz tylko 2 godziny w tygodniu! Akcja z pieczątkami wyszła z tego, że wystarczy wziąć gumkę do mazania i narysować na niej dany kształt jaki się chcę za pomocą pisaka, najlepiej ciemnego. Potem przydusić zdecydowanym ruchem na kartkę i gotowe. Oszczędność czasu i wysiłku, „CYK” i już karniak w zeszycie. Proste!
Do szkoły mi się nie spieszyło, bo miałam zamiar jechać rowerem tak jak napisałam wczoraj. Taka piękna pogoda i jak tu nie jechać, a jaka oszczędność czasu. Wystarczyło 25 z domu i już byłam pod szkołą. Przyszłam do sali i zostawiłam plecak, a potem odnieść płaszczyk do szatni.
Wgrałam sobie na telefon „Love Girl” CN BLUE – mój hit z czerwca, lipca i sierpnia. Jak na taką pogodę to idealna piosenka. Nie mogłam wstać z łóżka, ale jak usłyszałam dźwięk odjeżdżającego samochodu, jak strzała wyleciałam z łóżka ze śpiworem u stóp i poleciałam do komputera. Opaliłam standardowo te strony co zawsze. Przy okazji tak się zasiedziałam, że postanowiłam ściągnąć teledysk do „FANTASTIC BABY” – nie mogłam się powstrzymać i musiałam mieć to na komórce. Po chwili usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi frontowych i kroki ojca. Pomyślałam „O KURWA!”. Nie mam pojęcia jak on nie mógł mnie nie zobaczyć jak siedzę. Przecież komputer mam tak ustawiony, że jak przekręcę głowę w lewo mam okno i widzę drzwi na zewnątrz. Więc jak ktoś przychodzi do nas to zawsze widzę kto to. Co gorsza – Jak ja do cholery mogłam nie usłyszeć samochodu? Pozostało mi jedno, wyłączyć monitor i polecieć do drzwi od pokoju, żeby je zamknąć. Jak leciałam to w drzwiach pokazał się ojciec. Ze stresu zdążyłam się chwycić za koszulkę i powiedzieć: „Emmm… Musze się przebrać!” i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Zobaczyłam w szybie jak sobie idzie, ale jeszcze przez jakiś czas krążył w te i z powrotem. Syla wystraszona, schowała się pod kołdrą, a ja do niej: „Co mam zrobić?” Teledysk już się ściągnął i przerabiał na mój telefon. A musiałam go jeszcze wysłać i usunąć z pulpitu – tjaaa… musiałam go akurat wrzucić na pulpit. PABO! Sylwia operowała, a ja czatowałam przy drzwiach bez koszulki. Jak już się wysłało i wyczyściłam pamięć z przeglądarki odetchnęłam z ulgą. UF… udało się i ma teledysk na komie - JUPI!^^
Nie była też na ekonomikach, bo robili plakaty. Miałam być z Julią i z dziewczynami, ale one nas nie chcą, bo nic nie robimy – Ja robię, to Julia nic nie robi. Żeby nie robić zamieszania nie poszłam, a Julia została z laskami. Co mi tam, najwyżej nie będę miała jednej oceny.
Moje lekcje zaczęłam od dwóch godzin z Elą i listą płac – fascynujące. O dziwo zrobiłam zadanie domowe i wszystko zrozumiałam. Spędziłam nad nim sporo czasu, ale ostatnio nie miałam głowy do rachunkowości – krzyżówki uzależniają. Także na lekcji pierwszej w miarę ją słuchałam, ale na 2 godzinie już byłam zajęta bardziej tym co mi krzyżówka nasunęła. Dzięki temu czas zleciła jak z bicza strzelić.
Okazało się także, że nie mamy religii z naszym kochanym księdzem Radkiem. Dziewczyny powiedziały, że mamy bibliotekę i możemy iść do Inter Marche. Mamy go 100 metrów od szkoły, także ten można iść. Julia się napalała, że o tej godzinie są świeże bułki z pieca. Byłam strasznie głodna, a że miałam wrócić o godzinie 17 do domu musiałam coś spożyć. Poszłyśmy na przerwie do szatni i dałyśmy znać dziewczyną z klasy, że jesteśmy jakby co. W składzie: Ja, Julia, Pati, Ewelina i Kaśka zwiałyśmy ze szkoły – u jak to dziwnie brzmi, co nie? Julia namawiał mnie na bułkę cebulową – babka powiedziała, że będą za 5 minut więc w tym czasie zaczęłyśmy chodzić po sklepie. Poszłyśmy do ulubionego działu Juli, czyli JOGURTY – ona na serio je uwielbia! Chwile na nie popatrzyła, a potem zobaczyła coś jeszcze – PIWO! Tak, zimne piwo w lodówce – Carlsberg. Tak się na nie napaliła, że też wzięła mnie ochota. Z resztą kiedy mnie się nie chcę pić piwa – uwielbiam piwo. Teraz jest łatwiej, bo jak mam legalny dowód (wcześniej był nielegalny, bo nie miałam 18) mogę iść do sklepu i kupić. Ale stwierdziłam, że teraz nie warto i poszłyśmy po ciepłe bułki. Uf ja one pachniały – pięknie. Smaczne jak nie wiem. Wzięłam sobie 2 i jednego croissanta z czekoladą, a Julia 3 bułki. Przy kasie nie mogłam się powstrzymać i kupiłam jeszcze Kid Kata – uwielbiam je, mogłabym jeść je codziennie. Pech chciał, że trafiłam akurat na kasjerkę (stara babcię) która pierwszy dzień była przy kasie i się uczyła. Zanim do mnie dojechała, zapuściłam korzenie w podłogę. Potem poszłyśmy do szkoły, a tam…
Jak zostawiłam z Julią torbę w sali, gdzie była część klasy poszłam z nią do szatni. wpadłyśmy przy okazji do biblioteki, zobaczyć kto tam jest, a baba do nas z pyskiem: „Gdzie byłyście?”… chwila ciszy i Julia „No z dziewczynami w sali.”, a ona „Byłam tam i was nie widziałam! Gdzie byłyście?” – to już powiedziała bardziej stanowczo…yyy… cholera co by jej tu powiedzieć. Z barku pomysłu miałam ochotę się zaśmiać i wybiec stamtąd, ale widząc zakłopotanie Julii na twarzy powiedziałam: „Byłyśmy w toalecie jak pani przyszła akurat widocznie.”, a ona do mnie: „To trzeba powiedzieć nauczycielowi kiedy się wychodzi!”. Głupia baba: „Przepraszamy, następnym razem powiemy.” i wyszłyśmy stamtąd. Wpisałam nas na listę obecnych, a Kaśka podpisała Pati i Ewelinę, które gdzieś poszły. Po chwili znowu pojawiła się ta baba i pyta się, gdzie jest Patrycja i Ewelina, a my że są w łazience. Pytała się też Kaśki gdzie była i ta powiedziała też że w łazience. Całe szczęście, bo jakby powiedziała co innego już by było po nas. Dziewczyny nie pojawiały się przez jakiś czas, a ta stała i gapiła się na nas podejrzanie. Julia i ja wcinałyśmy nasze bułki… musiałam schować papier, żeby się czasem nie zczaiła z jakiego sklepu. Kiedy przyszły dziewczyny od razu wyskoczyła ta baba: „Gdzie byłyście?”, a Patrycja do nie: „W toalecie.” – UFF jak dobrze… w końcu sobie poszła. Pati z Ewcią się śmiały, że zostawiły kurtki w łazience, bo nie mogły wejść do szatni. Poszły po mnie dopiero na przerwie. Aparatki.
Na historii na całe szczęście nie pisałam kartkówki… na pewno miałabym laczersa. Znowu rozwiązywałyśmy krzyżówki i szykowałyśmy się na kolejną lekcję, czyli…. wisienkę na torcie.
Nasza „miał, prosta i sympatyczna” wychowawczyni, która nadużywa słowa „ślicznie”, oraz „jestem z was dumna” miała z nami odczynienia tego dnia. Tak, prawo, czyli to co ja kocham najbardziej. Nie obeszło się na tej lekcji bez pieczątek. Mam na ręku cycuszki z marker od Pati. Śliczne są, ale Patrycji są jeszcze piękniejsze. te co jej narysował Szymon, przypominają mi takie jakie miała higienistka z „Władców Móch”. Urocze ^^
Ulka pojawiła się w swoich musztardowych trampkach od sponsora. Zaczęła klepać coś o sprawdzianie i nowym dziale, który zaczęliśmy. Nie miałam czasu się skoncentrować, bo Patrycję naszła wena twórcza na pisanie esemesików. tak się z nich śmiałam, że w dupie miałam to czy Ulka się na mnie patrzy czy nie. Niestety mam zakaz publikowania tutaj tych oto treści jaki pisałyśmy do siebie. Nie ma Szymon – hevynt!
A teraz czas, na to co chcecie przeczytać czyli, koniec lekcji z Ulką i wtopa Julii. Nasza Julia słynnie z wielu ciekawych zdarzeń. Dziś na przykład śpiewała nam hit pt:
„KlejNuty - Nauka miłości (Polskie Perły)”
NASZA OKSANA. Ale wracając do grubszej prawy... to zaczęło się tak:
Nagle do kasy otwarły się drzwi i usłyszałam głos Heleny (pani od geografii i wice dyrektorka szkoły):
– Ja ma takie pytanie. Nie zostawił ktoś z was kurtki w szatni? – pomachała nam przed nosem płaszczem. Wtedy Ewelina się odezwała:
– Julia? Wzięłaś kurtkę? – w tym momencie Julia odwróciła się na krześle i spojrzała na płaszcz, jaki miała powieszony na krześle.
– No właśnie.. nie? – powiedziała zgaszona Julia, na co Ewelina:
– Ijaa… znowu wzięłaś kogoś kurtkę! – Wtedy Helena zawołała:
– Łukasz, chodź! – i pojawił się nam przed oczami mały, gruby chłopak – taki nert, jak to określiła później Ewcia. Cała klasa zaczęła się śmiać, a Julia zgaszona podała kurtkę Helenie i wzięła swoją. Po tym jak wyszli, to i tak się śmialiśmy, Julia:
– Coś tak czułam, że nie moja. Jakaś taka cinka była. – dokładnie powiedziała „cinka”. Brawo Julia, a raczej nasza OKSANA!
Nadal nie mogę z tekstu „Łukasz, chodź!” – coś mi się wydaję, że szybo z naszych ust to nie zejdzie.
Wróciłam do domu rowerem, najadłam się spaghetti i nic potem nie robiłam. Leciałam do domu jak torpeda byle by zdążyć na Teleexpress o 17, bo miałam nadzieję, że pojawi się coś ciekawego. A dlaczego? Co wczoraj właśnie w Teleexpressie jakaś dziewczyna wysłała list do nich, który przeczytał Maciej Orłoś i pisało w nim, że mogliby pokazać coś o koreańskich zespołach jak Super Junior lub Big Bang. Na co Orłoś powiedział, że przekaże to Markowi Sierockiemu, który jest w ramówce muzycznej. Niestety dzisiaj nic nie było, szkoda. Ale na pewno w najbliższym czasie się pojawi. Oby!
To tyle na dziś. Mam nadziej, że wam się spodobał dzisiejszy wpis. Czekajcie na opis 8-nastki, który stworze na moim telefoniku. Będzie pięknie. Dzisiaj nic o Shinee?… A co mi tam, proszę tylko jedno zdjęcie! Albo dwa!
Chciałam wstawić jedno, ale nie mogłam wybrać więc wzięłam oba. Key wygląda tutaj jak... *.* nie wiem, brak mi słów. Super super super. tylko jeszcze ostatnie zdjęcie Onew z teledysku... zobaczyłam je dzisiaj rano to padłam... dosłownie i Sylwia też:
To będzie coś... a najlepsze na koniec. SM TOWN pozazało krótki filmik ze zdjęciami chłopaków i malutkimi fragmentami piosenek. Ta pierwsza to zdecydowanie SHERLOCK, a kolejne nowe... Taemin nieźle tam wyciąga, a kolejna z Key - myśl myśl nucę ja pod nosem i mówię sobie przecież ja ją znam, a tu mi Sylwia przychodzi i powiedziała - Przecież to ta japońska piosenka w której tak Winogrono jęczy. No przecież że to ona: "Stranger" i na koniec kojąca ballada z głosem Onew - to będzie marzenie. Już chcę ta płytę:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz