niedziela, 11 marca 2012

Słoneczko i wiaterek - KEY ^^

Hejoł : D

                Dzisiaj piękna pogoda. Muszę się streścić i pisać tak ogólnikowo. Jola dała mi dzisiaj limit na notebooku. Szkoda, ale damy radę. Słoneczko świeci, wietrzyk wieje… ogóle przyjemnie. Poszłam do kościoła, i wyszłam po 5 minutach. Wróciłam z Sylwią pod koniec, żeby wzięła sobie podpis od księdza. Przez ten czas pochodziłyśmy po okolicy kościoła, a przed witryną zamkniętego lokalu tańczyłyśmy Gee! Trochę siara, ale było śmiesznie. No nic, muszę się trochę rozluźnić i przygotować na jutro. Mam dwie godziny prawa z Ulką, a tak w ogóle to mam nowy plan. Myślałam, że nie mogę mieć gorszego planu… jak widać można. Tak więc wszystkie 4 godziny jakie miałam w tygodniu z moją wychowawczynią rozpiły się jednego dnia na 4 dni. Po prosu… „miło i sympatycznie, jestem z was dumna!”. A co najlepsze… we wtorek mam, aż 4 rachunkowości pod rząd od 8 rana. No i jeszcze w takiej sali, że mnie i Julii słońce będzie gibało prosto w twarz, bo naszej szkoły kochanej nie stać na rolety to tej sali. Z dziewczynami i Szymonem się śmiejemy, że trzeba wziąć krzyżówki kupić i jakieś wykreślnanki, karty – przynajmniej 6 tali i grać w wojnę… może jakoś czas zleci. Nie żebym miała coś do pani od rachuny, ale na serio nie chce mi się na nią patrzeć przez 4 h lekcyjne. Matko to będzie katorga. No i do tego jeszcze raz kończę do godziny 16:35. Niedługo wyciągam rower i będę nim jeździła do szkoły, a może nawet jutro. No, a tak coś SUPER! Jezu, jak tylko weszłam na notebooka, to weszłam na SHINeePL. I co zobaczyłam, to co chciałam – KEY! Tak, i to nic strasznego, tylko najcudowniejsze zdjęcia na ten okres. Są tak zajebiste, że ledwo mogę pisać… Matko muszę je mieć na komórce. No, a oto one:
    Aaaa... Kocham go <3 Cudowny jest. I ten kolczyk pod wargą. I te edytowane zielone włosy hihi, mogę się na to patrzeć dniami i nocami! ^^ Ja już wiem na kogo on  czeka w tym łóżku - NA MNIE! ^^
                                                                                                                                                                    

Ok, to tyle na dziś. Chciałabym więcej napisać, no ale szkoda. Trzymajcie się ^^ ACH mój KEY OPPA! : D
KRIS <3 -  i moje ulubione "No more shaking like that!"
                                                                                                                                                                    

**edit 19:12**
29 luty (środa)

                Wkurzona na cały świat musiałam się uczyć z prawa, bo miałam tego dnia poprawę. Dostałam laczka, więc coś wypadałoby z tym zrobić. Niestety całe siedzenie przy książce poszło na marne, ponieważ Ulka po tym jak jej obrąbaliśmy dupę, że robi to co chce z planem lekcji teraz chcę być  jak najbardziej posłusznym nauczycielem i postanowiła, że będzie się tego cholernego planu trzymała. Jak jest wychowawcza to jest wychowawcza, a raczej zajęcia z plastyki, bo kazała nam rysować w grupach jakieś głupie rysunki i prawa z fizyki pisać na tych oto rysunkach. My miałyśmy narysować jakąś szklankę z której wylatuje piana. Jak to zobaczyłam od razu pomyślałyśmy z Eweliną to samo: „PIWO!”, a Ulka do nas, że to cola. OK, jak dla mnie to było piwo, i dlatego Ewelina je narysowała. Piękne piwo, z dużą ilością pianki w szklanym kuflu. Cudny wyszedł. Jak siedziałam i czekałam, aż dziewczyny skończą kolorować swoją część – no bo ile osób może kolorować, przy kartce A3 – to Ulka do mnie: „Kaśka! Rób coś, bo nie dostaniesz punktów!” – Phhhiii a na co mi twoje zasrane punkty, i tak mam ich ponad 300 ^^. Skoro nie pisaliśmy na wychowawczej, ona stwierdziła, że mamy przyjść o 18:25. Pogięło ją, ale co ja poradzę, przynajmniej się nauczę jeszcze lepiej. Kazała nam na początku grudnia, czy listopada kupić kodeks cywilny. Nie miałam wtedy kasy i nie kupiłam. Teraz mamy marzec, a ja go nadal nie mam i Julia zresztą też. Mamy za to od niedawna kodeks naszego Anioła – Karli (Karoliny), o niej napiszę na pewno, ale nie teraz. Julia go ma w chacie, a mnie pozostał podręcznik. Jak go czytałam to nie sądziłam, że tam jest tak wszystko jasno napisane… lol! Dostałam olśnienia i zaczęłam wszystko rozumieć. To było o wiele ciekawsze niż gadanina Ulki. Dziewczyny mi mówią, że uczą się z kodeksu – no ale ja go nie mam – a ja z zeszytu nie mogę, bo w sumie mam pierwszy temat z września, a ostatni z października (środka). Reszta jest na kartkach, z których nic nie rozumiem, bo pisałam je w skrótach i pełno kser zeszytu Patrycji. Jak wróciłam do domu to zabrałam się za naukę… z nikim nie gadałam oczywiście, oprócz Sylwii. Jak zostało mi jeszcze przynajmniej godzina do wyjścia to wpadała w odwiedziny stara kumpela – Alicja.
                O niej by dużo pisać, bo znam ją już dobre 5 lat. Na początku przychodziła do Joli i gadały razem. Straszna wariatka z niej – jest z grona tych ludzi co mają inne podejście do życia. Jest fanką Japonii i w ogóle tego wszystkiego tam. Od niej sporo rzeczy się dowiedziałam o tym kraju i kulturze. Świetnie rysuje i ubiera się na czarno w takie fikuśne ciuchy. Ma na sobie czasami koszulki z zespołami japońskimi, których nazw niestety nie pamiętam. Jak ją pierwszy raz poznałam to kochała się w US5. Richie był jej ulubieńcem tak samo jak Joli, dlatego się tak dogadywały. Ja w tym czasie kochałam się w Tokio Hotel. Matko Boska, dobrze że to już minęło! Ale wracając do Ali to miała na głowie chyba wszystkie kolory jakie się da – no może nie miała niebieskiego i zielonego, ale tak pojawiły się platyna, różowy, czerwony, rudy. Chyba nigdy nie miała czarnych, ani brązowych. Naturalnie jest blondynką i miła bardzo długie włosy, a teraz nosi włosy obcięte bardzo krótko i lubi je stawiać na wszystkie strony. Poza tym, że uwielbia anime i ona pokazała mi yaoi’e to samo zainteresowanie tym krajem mam od niej. Jola od dziecka jest fanką „Czarodziejek z Księżyca” do teraz – jak ostatnio się pojawiły na TV4 to siedziała jak dziecko i gapiła się na to. Ja niestety nie miałam czasu, ale chętnie bym obejrzała. No to Jola też miała zawsze fascynacje krajem kwitnącej wiśni, co też mnie się podobało. Byłyśmy w trzy takimi maniaczkami Japonii. Teraz ona mam dwadzieścia…. trzy lata. Jeździ na Woodstock i inne taki. A jak jej powiedziałam, że chcę jechać na PYRKON to zaczęłyśmy gadać.
                Tak więc biedaczka wpadła w dość krytycznym momencie, bo na wejściu jej powiedziałam, że niedługo wychodzę do szkoły. Zaczęłam mi opowiadać coś tam o wyjeździe na PYRKON i takie tam, że jej wuja jest w organizacji krwiodawstwa i namawiała mnie, żebym się zgłosiła. Ja nadal nie wiem jaką ma grupę krwi, ale co mi tam. Jakby miała czas zawsze mogę oddać krew. Wtedy moja matka wpadła do pokoju i zaczęła mnie pośpieszać, żebym się ruszyła i szła, bo się spóźnię i przy okazji wywaliła Alkę. Potraktowała ją strasznie, zaczęła jej gadać: „Idź już! Namawiasz mi dziecko na oddawanie krwi, a jak mi zasłabnie to co ja zrobię? Mieszasz jej w głowie. Najpierw te koreańce, a potem ty. Już sobie z jednym daliśmy radę. ” – po prostu masakra, najechała na nią jak wściekły pies. Alka zaczęła się zbierać i wyszła ze mną. Po drodze mi opowiadała co u niej i odprowadziła do przystanka. Powiedziała, że jeszcze w marcu wpadnie – chyba do niej napisze i spotkam się z nią na mieście, żeby się nic takiego nie przytrafiło.
                Jak pojechałam autobusem pod szkołę to miałam małe problemy z otwarciem drzwi frontowych do niej. Musiałam dzwonić po Julię, żeby mi otwarła. Wpadłam spóźniona i zasiadłam do pisania. Z tego co napisałam byłam dumna, chociaż nadal nie wiem co to jest prokura – nie było tego w książce. Napisałam tyle ile umiałam i oddałam. W sumie było okej, ale jak mi oddała w piątek te kartkówkę kopara mi opadała – z 1 poprawiłam na 2. Masakra! Nie no mam dość, nie uczę się… po co będę się uczyła jak i tak dostanę 2. Szymon wyszedł z tego samego wniosku, bo dostał to samo to ja i uczył się 2 dni tak jak ja.
                Po napisaniu, Pati zwiała do domu samochodem, a my całą paczką: Ja, Julia, Szymon, Ewelina i Aśka poszliśmy połazić. Nikomu się nie chciało wracać do chaty, a zwłaszcza mnie. Nawet jakby poszli do domu i tak bym sama łaziła po mieście bez celu i wróciła do chaty o 22. Co mi tam i tak nikt na mnie w chacie nie zwraca uwagi. Zahaczyliśmy pod LIDL i po drodze gadaliśmy o swoich wtopach. Zaczęło się od tego, że po drugiej stronie ulicy szła dziewczyna która przypominała nam naszą uroczą „znajomą” – Klaudia D. zwana inaczej Agro Handel, Goryl, Lodówa i Hamburger. Zaczął Szymon:
                – Pamiętam jak byliśmy z Pati na przystanku i powiedziałem jej, że na Goryla mówili u mnie jeszcze na nią „Hamburger”, a ona na to: „Hmmm… to w skrócie można na nią mówić „Hambi”!” – powiedział, a my wszyscy zaczęliśmy się śmiać. O matko, kochana Patrycja, uwielbiam jej zdrobnienia na wszystko.  Potem zaczął nam opowiadać, historie jakie jeszcze nam nie mówił, a była ona  tym jak poznał Pati:
                – Byłem kiedyś w gimnazjum zwolniony z w-f –u i siedziałem na ławce, a obok nie Patrycja. Słuchałem muzy, ale widziałem jak na mnie patrzy. Cały czas mnie obczajała, aż w końcu powiedziała „Cześć”.  Zatkało mnie, ale odpowiedziałem jej „Cześć”. A ona do mnie „Patrycja”. -  my już pękaliśmy ze śmiechu – To ja do nie „Szymon”. Pomyślałem sobie, że mnie podrywa, albo coś. A ona dalej „Z której klasy jesteś?” „3J.” „Acha, a ja 3H.” No i nam się tematy do rozmów skończyły. – wtedy to już zapadł totalny chaos. Wszyscy śmieli się na głos. Potem Szymon mówił jak to się dowiedział, że będzie z nim chodziła do klasy to aż sobie tą sytuacje przypomniał i że na rozpoczęciu w 1 klasie jak ją zobaczył to aż się schował. To ci historia.
                 Jak doszliśmy pod LIDL to zauważyliśmy, że stoją tam chłopacy z naszej szkoły – Mikser, którego poznałyśmy na ostatnim wypadzie nad jeziorem i Bruda, czyli lubego Julii. Pomachaliśmy im i weszliśmy do środka. Oni zaczęli o czymś tam gadać i po chwili już byliśmy przy kasie. Stanęliśmy za Mikserem, który był z koleżanką. Oni do rozmowy znaleźli sobie temat, jak to jest jak ci się pies dokopie do nogi i zaczyna… nooo wiecie! Jak tak staliśmy to ja do Julii, że mnie nigdy tak pies nie złapał, a ona:
                – NIGDY?! Nigdy Cię pies nie WYRUCHAŁ! – rzekła na pół sklepu. Mikser się odwrócił i spojrzał na nas z zakłopotaniem, a w sumie na Julię. Biedna, walnęła mega wtopę i to przy nim, a on też jej się podoba. Chłopak popatrzył i się podrapał po głowie, a potem odwrócił. Do tego czasu już nam „Cześć” nie mówi. >.< P. S. Mikser jest bratem Alicji - jaki ten świat mały ^^
                Gdy tak szliśmy, pogadaliśmy trochę o mojej osiemnastce. Śmiali się, że pewnie będę tańczyła „Lucyfera” i „Ring Ding Dong”, a potem Julia: „Ubierzemy Bambra w wstążeczkę i damy jej go na 8-nastę. Szymon ci go załatwi” na co on: „Po co wstążka, jaki i tak ją mu zdejmie” -  w sumie to prawda, a po chwili dodał: „A potem będę go uczyła jak tańczyć RDD, tyle że nie z lewej do prawej, a z tyłu do przodu - RINGDINGDONG” – co oczywiście Julia musiała pokazać. Śmiejąc się, pomyślałam, że możemy iść do Patrycji, może wyjdzie, a jak byliśmy po jej chatą to mówię: „A może zaśpiewamy jej pod oknem Kochana wybacz mi”. Tak jak powiedziałam, zrobiliśmy. Poszliśmy po jej okno i Julia zadzwoniła do niej, żeby zajrzała przez okno. Jak je osłoniła i otwarła… zaczęło się : „Kochana wybacz mi, te gorzkie chwili. Stoję pod twym oknem dzień i noc!” – Julia jak zwykle zrąbała i nie zaśpiewała „te gorzkie chwile” i przeszła od razu do „Stoję pod twym oknem…” – Pati zaczęła się śmieć i my też, wyszło zajebiście. Powiedziała, że mamy poczekać na nią. Po jakimś czasie zeszła i wpuściła nas do domu. Tam to się działo: opowiedział jej Szymon o tym jak się poznali – co nas zdziwiło, że Patrycja tego nie pamięta i było jej strasznie głupio, w sumie nadal jej jest. Pokazaliśmy Aśce zdjęcia z sylwestra i jednej „Party Hard”. Uśmialiśmy się, ale trzeba było wracać do domu. W sumie tylko Juli dupa się tak paliła do domu – ona musi, jej starsi są straszni. Ja poszłam z Szymonem i odprowadziłam go pod blok, a potem sama z buta. Miałam na telefonie w sumie tylko dwie piosenki: Lucyfera i Ring Ding Dong  - Shinee, musiałam poświęcić pamięć karty d telefonu dla dram. Szłam i tańczyłam oczywiście. Jak na kostce jest ciemno, nie ma księżyca i lamp to jest mrok. A do domu wracać nie miałam po co… ale wróciłam i zamknęłam się w pokoju do końca dnia, aż poszłam spać.
                                                                                                                                                                    
 
To tyle z tego dnia. Ja siedzę przy komputerze o dziwo, bo jak pisze w Wordzie, to nikt mnie się nie czepia. Gdyby on tylko wiedział co ja tu piszę, to już by mnie tu nie było. Zaśmiałam się jak wczoraj zobaczyłam, że to był mój pierwszy post w marcu – nie ma to jak 10 walnąć pierwszy post. No nic, muszę uciekać i szykować się do budy. Nie chcę.. : C
KAI <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz