poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Weekend majowy i wypad do klubu z dziewczynami ^^ Mięsny żółw : >

Cześć!^^

    Co tam u was? U mnie w porządku! Wszystko idzie pomalutku... a co ważne mamy WEEKEND MAJOWY! Już 2 dni za nami i 3 dobiega końca, a zostało jeszcze 6 : D Jak miło ^^ i dzisaj są moje imieniny : )
    Ja sobie siedzę bo na dworze cieplutko... przeszło 30 stopni! Pogoda wymarzona dosłownie. Jak na razie byłam dzisiaj na działce trochę pomóc, a to trawę pokosiłam i trochę podziabałam mamie! : D Pojechałabym sobie pojeździć na rower, żeby się ładnie opalić! O tak, tego mi trzeba!
Skończyłam czytać niedawno książkę, którą wypożyczyłam tak z miesiąc temu. Nazywa się "Kato-tata" pani Halszki Opfer i opowiada prawdziwą historię autorki o tym jak była wykorzystywana przez ojca i innych ludzi seksualnie! Przerażająca historia i bardzo ciężko się tę książkę czytało, może dlatego tyle mi to zajęło. Mam w przygotowaniu i już zaczęłam ciąg dalszy opowieści autorki. Mam nadzieję, że uda mi się o owych książkach napisać coś więcej! Przy okazji obejrzałam reportaż o pisarce w programie "UWAGA!"... biedna kobieta, strasznie mi jej szkoda!
    A tak teraz w tle leci mi koncert BEAST "1st Concert Welcome To Beast Airline" - nie wiem, ale kiedy będe sama w domu to chyba się skuszę i go ściągnę! Jest tam ten piękny występ: duet Dongwoon'a i Dujun'a i ich piękna piosenka! Widziałam jak się Dongwoon się popłakał! Urocze *.*
    A tak wczoraj się zobaczyłam z paczką, żeby sobie nawzajem poopowiadać jak było w sobotę! Ponieważ w ową sobotę nas rozdzieliło prawie na połowę, ja z Eweliną i Poliną zostałyśmy w domach, a reszta pojechała na osiemnastkę naszej koleżanki z klasy! W sumie to nie zostałyśmy w domu, bo poszłyśmy do dyskoteki! Miałyśmy taki plan i go zrealizowałyśmy. Ponieważ poprzedniego dnia też była impreza na działce jednej znajomej to jakoś nas wszystko bolało i miałyśmy sobie posiedzieć nad jeziorkiem, ale tam było zimno i poszłyśmy do tej samej pizzerii, w której były moje urodziny! kupiłyśmy po jednym piwie, a potem zapadła decyzja: idziemy do klubu! Ubrane w normalny strój wkroczyłyśmy przed 22. Tam poszło jeszcze jedno piwko, a potem jeszcze pół i laski miały fazę. Może ja też, ale nie taką jak one. Wkroczyłyśmy na parkiet i tam spędziłyśmy większość czasu! Ponieważ nie byłam tak spita jak na moją osiemnastkę w miarę wszystko wiedziałam i wysłałam parę fotek naszych Pati. Ewelina z Pauliną nieźle się wczuły, a ja obserwowałam je i kolesi na około. Jak można był się spodziewać, pojawili się kolejny raz takie same towarzystwo. Nic ciekawego!
    Najbardziej mnie śmieszą jednak ci chłopacy co się tam pojawiają. Kiedy wchodzą na parkiet to na początku tańczą sami w grupce jak banda pedałów. Po chwili się rozdzielają i każdy w tym czasie "pedalskiego tańca" zdążył znaleźć w danej części swoją grupkę dziewczyn co zaczepi! Tak też było z nami, tyle nie zaczepiali mnie, a moje towarzyszki. Był to jeden koleś dość barczysty, ubrany w bluzkę z białym kołnierzem i w biało-niebieskie paski. Z początku wpadła mu w oko Paulina i zaczął odstawiać za jej plecami dziwne tarło lecz się chłopak pomylił, bo jego wybranka w żadnym stopniu nie miała ochoty z nim tańczyć. Polina jak wpada w trans to zamyka oczy i płynnymi ruchami rąk wczuwa się w muzykę. Nawet nie miała zielonego pojęcia, że ten oblech ją tam z tyłu poleruje wzrokiem. Koleś jednak dał sobie spokój i zwianym ruchem przeszedł przez tłum z drugiej strony, żeby doczepić się Eweliny! Biedaczek jednak trafił na taką samą "sztukę", która w dupę miała innych. Tym razem jednak nie dał za wygraną i sam zaczął działać - jak to się mówi "przejął inicjatywę"! Mając dość czekania na zlewające go dziewczyny stuknął Ewelinę w ramię i powiedział:
    - Dasz mi swój numer? - spytał, a Ewelina chodź dobrze go słyszała, powiedziała
    - Powtórz?
    - Dasz mi swój numer? - i podał jej telefon. Ewelina zaczęła wpisywać numer z myślą, żeby zmienić końcówkę. Jaka szkoda, ale nie zdążyła wpisać, ponieważ telefon poleciał z impetem na posadzkę po tym jak Paulina uderzyła go ręką. Zdążyłam zobaczyć jak leży na podłodze telefon bez klapki z tyłu. W tym czasie Paulina pełna agresji krzyknęła do Eweliny:
    - Zasługujesz na kogoś lepszego, a nie kolesia z IGU! - Ewelina się schyliła po telefon i podała go kolesiowi, który miał cholernie zmieszaną minę! To było piękne!
    Resztę tańców już nikt nam nie przeszkadzał, tylko jakiś koleś przechodząc obok roztańczonej Eweliny złapał ją za tyłek i sobie poszedł, no i może jeszcze był taki stary koleś z łysą pałą i brodą który tańczył obok nas na "pływaka" i nas mierzył. Ponagrywałam nas trochę i zrobiłam zdjęcia zarówno na parkiecie jak i piłyśmy piwka! Ponieważ Ewelina wzięła aparat, kiedy byłyśmy w toalecie i wszystkie laski wyszły zaczęłyśmy cykać sobie "słit focie w lustrze" dla zwały. Tak na pamiątkę ^^
    Szkoda było takie jednej starej laski, co wpadła za pierwszym razem zlana w 3 dupy do kibelka. Potem jak wróciłyśmy, też się pojawiła, ale w gorszym stanie. Miała strasznie przymrużony wzrok i oddychała ustami. Kobietka miała miała tak z 37 lat i sięgała mi do brody, a ja mierzę 170 cm. Laski mi powiedziały, że była na moich urodzinach, a z tego co widziałam to pewnie bywa tam co tydzień i na pewno nie rok. Kiedy wyszłyśmy po zrobieniu fotek, widziałam jak szła z kolejnym piwem, a głowa dosłownie jej zwisała na szyi przy czym szła strasznie przygarbiona, a nogi jej się uginały i plątały.
    Po jakim czasie jak tańczyłyśmy, przeniosłyśmy się pod wentylator. W gruncie rzeczy było strasznie duszno wszędzie! Jak tylko stanęłam pod otworem w wentylacji, aż otrzeźwiałam. Widziałyśmy naszą koleżankę z klasy, która biegała z taca i zbierała szklanki i kufle. Miała z nas polew jak nas zobaczyła. No cóż, bywa!
    Wyszłyśmy stamtąd tak przed 12, ale nie wróciłyśmy do domu. Laski chciały posiedzieć sobie w parku. Na około wszędzie co chwilę jechał o tej porze radiowóz policyjny. Miałyśmy zamiar sobie usiąść w jakimś ciemnym miejscu na ławce, ale nigdzie ni było miejsca. Wypatrzyłam super ławkę na stawem, ale siedziała tam już para! Wtedy Paulina krzyknęła na pół parku "SLAYER KURWA" i kochankowie się zerwali z ławki i poszli.
    Oj co na tej ławce się działo to nieporozumienie! Praktycznie po pierwszym piwie w pizzerii już padały z ust dziewczyn słowa: "Ale bym se kogoś przelizała!" lub "Ale bym se kogoś poruchała". Takie miały chcice, że gdyby wypiły jeszcze jedne piwo to pewnie pierwszy koleś jaki by się napatoczył w kubie, był by ich ofiarą. Z nudów zaczeły sobie dawać buziaki i jak też dostałam, a potem wpadłyśmy na pomysł grupowego buziaka i wysłanie zdjęcia reszcie! Tak zrobiłyśmy, a do tego dopisałyśmy: "Grupowe lizanko! Przyłączycie się"! Paulinę zaczęły wkurzać "pały", które non stop krążyły wokół parku, że zdecydowałyśmy iść w jedno miejsce i się rozdzielić do domu. Jak sobie tak szłyśmy to dostałam SMS'a ze zdjęciem na którym był Szymon, Pati i Julia z ustami ku sobie. TO NIE JEST GRUPOWE LIZANKO!
    Polina rozmawiała z kumplem przez telefon, bo miał wtedy urodziny jak się okazało. Obydwoje byli pijani, dlatego bardzo komicznie się dogadywali. Ona odbierając telefon powiedziała słynne "JA WOL!" (to chyba po niemiecku?). Teraz się z tego śmiejemy!
    W końcu wyszło na to, że odprowadziłyśmy Ewelinę, a potem ja miałam zamiar odprowadzić Paulinkę lecz ona odmówiła mówiąc: "Matka mnie zabije jak znowu przyjdę nakurwiona do domu. Muszę wytrzeźwieć!" - mówiąc to używała w każdym wyrazie litery "h"! ^^ Szłyśmy tak przez jakiś czas słuchając Ras Luty i w końcu się pożegnałyśmy.
    Tego dnia mało jadłam, bo cały żołądek mnie bolał od piątkowej popijawy gdzie doiłam wszystko co popadnie: piwo, szampan ruski, i pierwszy raz whisky! Raz wszystko oddzielnie, a raz miksturę jaką stworzyła Pati... zmieszała wszystko z sokiem. Powiem wam, że whisky jest OBRZYDLIWA! Smakuje trochę jak nafta z benzyną i starą śmierdzącą skarpetą! Brrr...
    Mówiłam im, że jestem głodna ale one kazały mi nie pierdolić i pić piwo. Jak wróciłam do domu zjadłam całą kiełbasę i zasnęłam o godzinie o 1:50. O około czwartej przyszedł ojciec zobaczyć czy wróciłam.
    Na tamtej imprezie było nawet fajnie (była ona w piątek, czyli dzień wcześniej niż klub). Zaprosiła nas Iga i parę innych osób. Ewelina chciała z robić z kumplem mięsnego żółwia. Wygląda o tak:
Nie mieliśmy boczku, za zamiast kiełbasy były parówko-kiełbasy. Mięso mielona trzeba było przyprawić i ja się za nie wzięłam. Na około było parę lasek, a ja w kuchni czułam się jak rybka w wodzie. Nie byłam w swojej kuchni, ale i tak jakoś ogarnęłam wszystko. Przyszykowałam przyprawy, doprawiałam je chociaż straciłam smak przez szampan ruski. Jak wzięłam do ust kawałek surowego mięsa to laski się wzdrygnęły: "Jak można jeść surowe mięso?" - a co miałam im dać jałowe! Oj nie! Chwila i było gotowe. Ewelina stwierdziła że jest obleśny, ale wyglądał w porządku:
I na grillu:
    Uroczy, prawda? Ja go nie pilnowała jak się smażył tylko Ewelina, ale potem jak już był gotowy to Ewcia i kumpel się strasznie zachwycali, że jest mega smaczny. Spróbowałam i był dobry. Dostałam polecenie, że kolejny raz jak będą robić to ja mam też doprawiać!
    Chyba idę na dwór... on już poszli i ja też wyjdę! Co mi tam!
Mam nadzieję, że napiszę coś jeszcze równie obszernego jak dzisiaj w najbliższym czasie! A tak to już ostatni post w kwietniu! Mało ich było : < Jeszcze zagram sobie jedną rundkę na FoFIX w MUSE i lecę!
Piosenka na koniec, męczę ją od pół tygodnia!!!! BIG TIME RUSH - MUSIC SOUNDS BETTER WITH U ^^ LOGAN I KENDALL!!:

piątek, 20 kwietnia 2012

Życie jest nowelą! Raz przyjazną, a raz wrogą!

Siema

Dawno nie pisałam, co nie!? Jakoś tako nie miałam jak. Ostatnimi czasy się trochę działo... głównie w domu! Przez ostatnie trzy dni zostałam sama, bo wyjechali całą paczką do stolicy. W środę poszłam do szkoły, ale teraz czwartek i piątek stwierdziłam, że zostanę w chacie.
Świętowaliśmy urodziny Eweliny we wtorek, a w środę miała Paulina.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DZIEWCZYNY!
Dzisiaj wieczorem w sumie wracają, więc dobrze. Już nie miałam się do kogo odezwać w środę. Jednym z powodów był też inny fakt...
Doszło do kłótni z ojcem, między Sylwią a nim! W skutek czego o 3:25 zostałyśmy zaalarmowane mamy krzykiem, że ojciec dostał udar. To już trzeci... Sylwia zadzwoniła po karetkę i zabrali go.
Nie jest mi go żal! Bardziej mi jest żal mamy że musi przez to przechodzić. Mój ojciec nawet przy sytuacji krytycznej żartuje... niepoważny. Sam tego chciał! Nie dba o siebie i dostał to co musiał.
Okazało się, że nie jest tak źle jak za drugim razem. Wtedy to był stan krytyczny. Tym razem zaalarmowaliśmy karetkę wcześniej i jest z nim w porządku. Napisałabym więcej, ale miałam już gotowy wpis w środę kiedy byłam w szkole na lekcji i kiedy miałam już go opublikować... nacisnęłam przypadkiem klawisz i zniknęło. Myślałam, że mnie szlak trafi. Ale co tam... nie chcę mi się już tego pisać drugi raz!
Mnie mija dzień spokojnie. Gadam sobie z mamą.. tak od serca. W środę się dużo napłakałyśmy przy rozmowie która trwała z 2 i pół godziny! No, i tak ma być! Nie ma ojca jest ... CICHO i spokojnie!
Stwierdziłam, a raczej sobie obiecałam, że nie będę płakała z jego powodu! NIGDY! Albo czas pokaże i ojciec się nawróci! Takie jest moje zdanie... ja już się napłakałam. Niech on teraz sobie za mnie popłaczę! TAK!
Tak sobie siedzę w domu, a mama wyjeżdża do miasta lub do niego! Siedzę sobie spokojnie na komputerze, a Asię zachęcam do oglądania telewizji! Wiem, że zła ze mnie siostra!
Relaksuje się słuchając k-pop'u. Spokój i cisza... nic, nothing, null!
Mam nadzieję, że coś napiszę. Ojciec ma siedzieć jeszcze 9 dni w szpitalu!
Tak więc szykujcie się... ale w sumie czeka mnie HARDKOROWY sprawdzian z geografii! O JEZU!
Oby się udało. A tak obejrzałam, bo ooooogrrrrroooommmnejjjjj przerwie kolejny (8) odcinek Me To Flower! PIĘKNY! PŁAKAŁAM! T.T
Teraz czeka mnie odcinek nowy co ściągnęłam: Kim Sam Soon! Nareszcie ^^
Piosenka na koniec:

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Nagrody Shinee ^^

Dawno nie pisałam o Shinee. Już zrobiłam recenzję ich płyty, a wokół nich robi się dużo szumu. Między innymi dlatego, że za samego „SHERLOCK’A” obecnie dostali już 5 NAGRÓD! Jestem z nich dumna… kochani chłopcy! tutaj macie parę fotek z ich trofeum!
- Nagroda numer 1 - MBC Show! Champion 27.03.12r.
TAEMIN
ONEW

MINHO
KEY
WINOGRONO (JONGHYUN)
Nagroda numer 2 - Mnet M! Countdown 29.03.12r.
TAEMIN
ONEW
MINHO
KEY
WINOGRONO
Nagroda numer 3 - SBS Inkigayo 01.04.12r.
Nagroda numer 4 - MBC Show! Champion (znowu ^^) 03.04.12r.
- Nagroda numer 5 - Mutizen w Inkigayo 09.04.12r.

Epicka impreza u Julii : >

Anio ;]


No to nareszcie pojechali i ja sama zostałam. Zabrałam Joli laptopa i zaczynam śmigać na klawiaturze. Będę siedziała, aż nie zobaczę na czujce światełka. Rozłożyłam się na kanapie, włączyłam dopiero co ściągnięty mini album EXO, o którym wczoraj wspomniałam. Jak dobrze, że udało mi się go ściągnąć, bo jak wychodzili, a raczej się zbierali do wyjścia to ojciec coś gadał o tym, że trzeba zabrać ze sobą ruter. Popierdolony z niego człowiek, jak nie wiem. Pamiętam jak Jola przyjechała przed moimi urodzinami i dała mi swój komputer, żebym sobie posiedziała. Weszłam na facebook’a i gadałam z paczką… wygłupialiśmy się i wysyłaliśmy sobie linki ze starymi piosenkami US5, Dody, Gosi „Wojowniczki” itp. Jego mój śmiech wkurzył, bo jak oddałam komputer Joli, to zdziwiona stwierdziła że nie ma internetu, a wtedy wszedł ojciec i powiedział: „Myślałam, że on jeszcze siedziała!” i poszedł włączyć ruter. Pogięło go już całkowicie.
Ale teraz mam spokój, bo oni pojechali do dziadków, a ja siedzę jak królowa w swoim żywiole : D
Żeby nie przedłużać, zaczynam opisywać ciąg dalszy moich marcowych wydarzeń!

                Cały tydzień po moich urodzinach nie działo się nic konkretnego. Dowiedziałam się, że Julia jak wróciła do domu nie czuła się za dobrze. Podobna tak jak mi opowiadała, wstała o 2 w nocy miała niezłe powitanie z toaletą. Współczuje jej, bo ja wtedy sobie smacznie spałam, a ona cierpiała. Całą niedziele miała skacowaną i następne dwa dni zresztą też, bo jak zobaczyłam ją w poniedziałek nie wyglądała zbytnio obiecująco. Nam już minęło, ale ją trzymało bardzo długo. Ewelina się z niej śmiała, że ma w głowie taka małpkę z talerzami co jej uderza w tę i z powrotem. Biedaczka.
                Za kasę z osiemnastki zapewniłam sobie dobre kosmetyki, z których korzystam nadal. Szkoda że resztę, jaką miałam do ostatnich paru dni, krótko mówiąc… przepiłam. Lepiej żeby mój wuja o tym się nie dowiedział.
                Ten tydzień był także pełnym premier dotyczących mojej ostatniej słabości. Wtedy właśnie pojawił się teledysk do „HISTORY” EXO, oraz zdjęcia do Sherlock’a .
                W kolejnym tygodniu, no cóż… też nie było nic ciekawego. Teraz nie pamiętam zbytnio wszystkiego,  bo nie mam zbytnio dobrej pamięci do detali. Liczę na mój kalendarz, ale w nim tez jest bardzo mało zapisane. Mam tam tylko napisane wielkimi literami „FANTASTIC BABY”, oraz „SHERLOCK MV”, ale o tym już pisałam. Za to weekend przykuł moją uwagę, bo jest tam wzmianka o słynnym piątku w którym upokorzyłam się na oczach dziewczyn, a mianowicie pomachałam kusicielsko do brata Michała. To na pewno pamiętacie, bo opisałam tę sytuacje dość wnikliwie.
                Ale mam news, który nie został opisany jeszcze. Jest to impreza u Julii w domu, następnego dnia w sobotę po tym incydencie. Historia jest dość ciekawa. No to zaczynamy.

**17.03.12r. - Sobota u Julii^^**

                Rodzice Julii razem z jej bratem wyjechali, a na jej łaski pozostawili wolny dom. Nie mogło być bardziej idealnie jeżeli chodzi o to, żeby zorganizować imprezkę. U Juli był jak na razie sylwester, a ponieważ jej dom jako tako nadaje się na niezłe imprezy to nie musiała nas pytać czy idziemy. Jedyny którego nie było w tym czasie to Szymon, ponieważ został zaproszony na osiemnastkę, organizowaną przez 3 osoby. Wielka impreza, ale to nie byli nasi znajomi (no co niektórzy byli) wić nas tam nie było. Jako, że jako jedyna miałam dowód, nie musiałyśmy dzisiaj kupować alkoholu w normalnym sklepie, gdzie ceny były wysokie. Umówiłam się z laskami, że zbierzemy zamówienia i pójdę z jedną z nich do marketu – bo tanio. W tym czasie jak już się zbierałam do wyjazdu, była m sama w domu tak jak teraz, tyle że z Jolą. Musiałam zadzwonić do mamy czy mogę sobie wyjść na dwór. Nie mogłam jej powiedzieć, że jadę na imprezę do Julii. Dlaczego? To długa historia – głównym bohaterem jest Julia vs. mój ojciec. Wszystko jasne? jak nie to napiszę później.
                Jak rozmawiałam z matką, to powiedziałam jej, że zrobię biszkopt i dopiero pojadę. Cos tam mruknęła, ale jako tako się zgodziła. Zaczęłam się zbierać i pojechałam. Biszkopt zrobiony wstawiłam do piekarnika i powiedziałam Joli, żeby go pilnowała. Jak następnego dnia go zobaczyłam to oczywiście był przypalony – na serio? Czy to jest takie ciężkie, żeby przypilnować żeby się nie spalił.
                Jechałam najszybciej jak się dało. Założyłam słuchawki i rozkręciłam sobie muzę na full. Pamiętam, że całą drogę słuchałam jednej piosenki – „Blue” Big Bang. Tak, ta droga utkwiła mi w pamięci z jednego powodu – spotkałam Michała. W sumie nie powinnam tego nazywać spotkaniem, bo nie zamieniłam z nim ani jednego słowa. Jestem bardzo sentymentalna i może to dlatego. A jak już wcześniej pisałam, no nie widziałam go spory szmat czasu i to właśnie wtedy wpadłam na niego po paru miesiącach nie widzenia go. Byłam tak w szoku! Może opiszę jak to wyglądało:
                Jechałam chodnikiem rowerem i z daleka zauważyłam, że na środku stoi zielony kosz na śmieci. Nadal nie mogę z tego – CO ZA DEBIL POSTAWIŁ W TAKI MIEJSCU TEN JEBANY KOSZ!? Potem jeszcze stał przez parę dni, aż któregoś nie wytrzymałam i go kopnęłam. Skończyło się tym, że mnie noga bolała. A wracając, to jadąc też zauważyłam, że ktoś idzie. Niestety nie poznałam go z tak daleka. Intuicyjnie, musiałam zjechać z chodnika, żeby pieszy mógł przejść. Skręciłam w jedno wolne miejsce do parkowania obok samochodów zaparkowanych i to właśnie wtedy zauważyłam, że to był on. Aż mnie wryło w ziemie. Patrzył się na mnie tym swoimi czarnymi oczami, a cała akcja jakby nagle nabrała zwolnionego tępa. Jak teraz mam to przed oczami to sama nie wiem czy czasem nie otwarłam gęby ze zdziwienia, jak go zobaczyłam. Dalsza akcja była dość nieprzyjemna, bo jak skręciłam i próbowałam wjechać na jednokierunkową drogę to przed nosem zajechał mi samochód. Omal w niego nie wjechałam, a wszystko przez to że nie patrzyłam przed siebie tylko miałam łeb wykręcony w lewo i gapiłam się na Michasia. Super, był by świadkiem mojej śmierci. Na całe szczęcie jak jadę moim rowerem mam hamulce w stopach i gwałtownie zrobiłam unik. Samochód przejechał, a ja w podwójnym szoku ruszyłam dalej, odwracając się kilka razy, żeby się upewnić że to był On!
                Resztę drogi całe nogi mi się trzęsły – zresztą zawsze tak mam jak go spotkam, nie kontroluję tego – oraz byłam zła na siebie, że go nie poznałam z daleka. Myślałam, że się tam zaraz rozryczę. Jak za każdym razem słucham „Blue” mam tylko tę wtopę przed oczami. Jak nie jednego dnia jego brat bliźniak to następnego dnia on. Matko boska.
                Dojechałam cała roztrzęsiona pod dom Julii i weszłam do niej. Większość już była tam: Pati, Paulina, Kasia i Ewelina. One w tym momencie rozmawiały o tej „kusicielskiej wtopęcji ” z poprzedniego dnia. Jak im powiedziałam, że spotkałam Bambra, aż je zatkało. Nie miałam co im w sumie opowiadać, bo omal stałam na nogach. Wtedy nagle dostałam olśnienia, że skoro Szymon jest na osiemnastce to Michał na pewno też tam szedł. Napisałam mu SMS: „Bamber ;(”, a on „No bd z nim na imprezie:D” – to mnie chłopak pocieszył. Zaczełyśmy się organizować i razem z Julią pojechałam do marketu koło jej domu – nie będę mówił jakiego, nie ma co reklamy robić. ^^
                Koszyk w tym przypadku to nie był dobry pomysł. Była gotowa i dowód miałam na wierzchu, ale jak później się okazało nie był mi potrzebny. Razem z Julią kupiłyśmy: 3 sześciopaki Lecha Premium, 6 butelek Lecha Premium, 3 Wojaki w butelkach i jednego szampana ruskiego! Razem było: 13,5 litra piwa i 0,7 litra szampana. Nie powiem, ale byo mi głupio iść między pułkami z takim towarem. Przy kasie powiedziałam Julii, że ma iść po wózek, bo nie ogarniemy tego. Jak wszystko się znalazło tam… no cóż, ludzię się  na nas gapili. Jak przechodzili obok nas kolesie z łysymi pałami tak zwanie JP, to powiedzieli, spoglądając na wózek : „Uhuhu… Widzę, że szykuję się gruba impreza!”. Mało brakowało, a bym się zaczęła śmiać!
                Najgorsze było przed nami, ja i Julia miałyśmy rower. Przetransportowanie takiej ilości alko to nie lada wyczyn. Juli torba, aż wołała o pomoc, bo już jej szwy chciały się rozerwać. Ja wgarnęłam trochę do mojej torby i do koszyka. Po wszystkim nie mogłyśmy jechać na rowerach, tak więc drogę do domu prowadziłyśmy je. Było ciężko.. oj było. Po drodze stwierdziłam, że szkoda będzie wyrzucać te wszystkie butelki. Stwierdziłam, że wezmę je do domu i potem sprzedam.
                Paulina nie mogła uwierzyć, że pytali się mnie o dowód. No cóż, szczęściara ze mnie. Do dzisiaj jak kupuję alkohol, nie miałam okazji spotkać się ze słynnym zdaniem: „A dowodzik jest?”. Może niech tak lepiej zostanie.
                Ustawiłyśmy wszystko na stół i oto jak wyglądało:
 
Prezentuje się dość godnie, jak na zwykłą imprezę babską. Okazało się, że Kasia nie chciała nic pić, ale z czasem wzięła jednego. Ewelina postawiła na jednego browarka i bonusik w formie szampana. Ja nie czułam się wtedy za dobrze z powodu wczorajszej popijawy i miałam wtedy tylko 5 piw. Reszta różnie. I tak na końcu wyszło, że nie wszyscy wypili wszystko.
                Dołączyły do nas też kumpele Julii z gimnazjum, z którymi się znamy już długo – Marta i Olga. Ola ma okazję widywać Michała dość często, bo nie dość że chodzą do tej samej szkoły to jeszcze są w tej samej klasie. Zazdrość mnie bieżę zawsze.
                Włączyłyśmy muzykę, zgasiłyśmy światła i zaczęła się impreza. Przybijałyśmy z wszystko jak leci. Praktycznie na każdej imprezie jakiej jestem z nimi, musi i pojawia się zdrowie z Michała i za mnie, żeby się w końcu udało i tak od mniej niż roku.
                Na początku byłam trochę zgaszona i siedziałam popijając powoli piwo. Wszytko przez to zdarzenie z Michałem na chodniku. Dręczyło mnie to strasznie i nie miałam przez to ochoty do zabawy. No i miałam też malutkiego kaca wtedy. Laski pytały mnie co jest, a ja odpowiadałam, że nic. Co miałam im mówić. One sobie spokojnie tańczyły, a ja siedziałam.
                Po pierwszym piwie humor mi się poprawił i przyłączyłam się do zabawy. zawsze jestem duszą na parkiecie i laski się ze mnie śmieją, że tańczę ze strasznym wczuwaniem się. Chwila tańca i odpoczynek. Piwko szło i szło, a my dalej się bawiłyśmy.
                Kasia z Pati kupiły fajki i wychodziły przed dom, żeby sobie zapalić. ja zresztą też chciałam. Mogłam sobie chwilę odreagować i odpocząć. Na dworze było strasznie zimno, ale jak człowiek jest pijany, lub wypiję chociaż trochę alkoholu jest mu o wiele cieplej. Czasem to ma swoje skutki uboczne i dlatego żule zamarzają na dworze na zimę.
                Dużo gadałyśmy i nie zauważyłam w tym czasie jak laski piją. Ewelina w dość szybkim tępię skończyła swoją partę, co wyszło jej. Biedaczka skończyła się i dalej już nie mogła imprezować. Kasia, Marta i Olga musiały się wyjątkowo wcześnie zbierać. Zostałyśmy my same. Ewelina nie miała siły i położyła się, a ja wtedy dorwałam się do muzyki. Wyjęłam pena kogoś i wcisnęłam mój. Byłam wtedy sama ze zgonioną Eweliną na kanapie, dziewczyny były przed domem. Na pierwszy odstrzał poszedł tradycyjnie „Lucyfer”… miałam wtedy tyle energii, że jedynym wyjściem było tańczyć. Darłam mordę jak porąbana, ciekawe czy słyszeli mnie Julii sąsiedzi. Potem jak włączyłam „Sorry Sorry” i „Go Away” biedna Ewelina nie wytrzymała i wyszła, a ja szalałam dalej „sama na parkiecie”.
                Jak już mi ustało, przyszły laski i Paulina stwierdziła, że chce fajki i mam z nią iść. Było już po 22, więc na market nie ma co liczyć. Ubrałam się i razem z nią i Pati ruszyłyśmy. Po drodzę jednak odesłałyśmy Patrycję do domu, bo ledwo biedaczka szła. zaczęłam gadać z Pauliną jakie fajki mamy konkretnie kupić, bo szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jakie są. Ona chciała takie jak miała Kaśka, więc zadzwoniła do niej i się spytała. Z tego co pamiętam to w kółko powtarzałam potem „L&M linki”. Do teraz je tylko znam i kupuje jak trzeba.
                Doszłyśmy do sklepu i o tej godzinie byłyśmy tylko jedynymi klientkami. Sprzedawczynie obserwowały nas bardzo uważnie. Miała wtedy totalną fazę w głowię i Paulina zresztą też, przez co ciężko było się skupić. Wyszłyśmy ze sklepu z papierosami, ciastkami i biszkoptami. po tym jak ledwo mogłam się dogadać ze sprzedawczynią, bo w kółko jej powtarzałam nazwę tych fajek, aż babka zgłupiała. Wzięłyśmy miętowe słabe – takie jak miała Kaśka.
                Jak doszłyśmy do domu, okazało się że Ewelina już totalnie się spiła i spała jak dziecko, ale czasem brało ją i płakała z niewiadomego mi powodu. Stwierdziła, że ja nie muszę wiedzieć. Dowiedziałam się dopiero w szkole, a raczej w kawiarni. Wyzywałam ją, żeby nie ryczała… a sama miotałam się w te i z powrotem. Dziewczyny też w czasie naszej nieobecności zamówiły pizzę. Nie byłam aż tak strasznie głodna, ale co mi tam. W domu już nie chciało się Paulinę palić i stwierdziłyśmy, że to będzie nasza paczka na spółę. Schowałam ją do torby i usiadłyśmy przy stole. Przez te cholerne piwa, chciało mnie się do kibelka. Co chwilę ktoś tam biegał, aż w jednym momencie, biedna Pati nie wytrzymała i poleciała zwymiotować. Widocznie po piwie jakoś jej nie dobrze… odwrotnie mam ja i Julia z Pauliną!
                Poszłam odebrać pizzę i okazało się że Julia zamówiła największą pizzę jaką się dało tzw „Familijną”! Mam nawet zdjęcie jak wyglądał największy kawałek w tej oto pizzy:
I należał on do mnie, potem go Ewelina zjadła. Po zjedzeniu jednego kawałka nie miałam siły. Pati wyszła i się pożegnała, bo nie była w stanie wrócić i zadzwoniła po brata. Zostałyśmy we trójkę ze śpiącą Eweliną. Julia musiała iść do babci się odmeldować, a czasu było bardzo mało. Nie miałam wyboru i musiałam zadzwonić po ojca. Byli już w domu, a zapomniałam dodać że wtedy były jego urodziny. Jak spytałam się go, po opowiedzeniu gdzie jestem i jak sprawy się mają, czy przyjedzie po mnie i po dziewczyny, odpowiedział niestety, że wypił piwo i nie da rady. Chciałby, ale bał się ryzykować. byłyśmy skazane na siebie.
                Julia zaczęła ogarniać i z żalem musiała wylać całe piwo w butelce, bo było otwarte. Resztę piw jakie zostały, ja wzięłam i Paulina swoje. Miałyśmy już wezwać taksówkę dla Eweliny, ale ona na słowo „taksówka” ocknęła się i zaczęła ubierać i protestować, że ona pójdzie. Wzięłyśmy śmieci i karton od pizzy i wyszłyśmy z domu. Po drodze Ewelina zauważyła bystrze: „O?? Macie pizzę!!” i tym sposobem zjadła ją. Kazałam Julii wyrzucić butelki, bo i tak nie dam rady ich przetransportować. Zaczełyśmy iść, a Ewelina dostała nagle zastrzyk energii, jakby się cukru najadła. Jadła pizzę z zamkniętym sosem, co po jakimś czasie zauważyła Julia, bo biedaczka uderzała kawałkiem o plastikowy pojemniczek i była pewna że macza go w sosie. potem jej Julia pomogła i bardzie uradowana zaczęła grzecznie jeść. Jak jej zaczęliśmy opowiadać, że płakała to ona zdziwiona nie wiedziała o co nam chodzi. Wtedy powiedziała do niej: „Ej, Ewelina! Film ci się urwał!”, na co ona „No, mnie też!” – WTF?! Teraz się z tego śmieję, ale wtedy ona na serio nic nie ogarniała.
                Paulina była w miarę trzeźwa bo wypiła tylko trzy piwa i poszła sama do domu, a ja rozdzieliłam się z Julią i Eweliną przy rodzę i dalej pojechałam sama. Po drodze nie wytrzymałam i spaliłam sobie jednego papierosa. Jechałam i w gębie trzymałam fajkę, jak taki menel.
                Następnego dnia w niedzielę spotkaliśmy się już z Szymonem. My opowiadałyśmy mu jak u nas było, a on stwierdził, że to co zdarzyło się w tamtych czterech ścianach nie w nich pozostanie – świnia. Dowiedziałam się, że Michał był przebrany za Zorro! Nice :]


Oto jedna z historii z marca. Przez długi czas w swojej szafce chowałam 4 piwa i 0,2l wódki jakie Julia kupiła sobie w moje urodziny i nie zdołała wypić. Jak na razie piwa zniknęły, a wódka nadal tam jest. Co do moich urodzin, zapomniałam jednej rzeczy dodać. Paulina i Kaśka się skończyły ponieważ podczas mojej nieobecności poszły razem do toalety i wypiły razem 0,2l żołądkowej jaką miała Paulina. A żeby ocucić nasze pijaczki na przystanku autobusowym, Pati i Ewelina poleciały do łazienki w pizzerii i wylały z butelki wódkę i nalały tam wodę z kranu. Na ich niefart, akurat jak wylewały zawartość butelki, to weszły do toalety jakieś laski i widziały. Mała wtopa!

To tyle z mojej strony na dziś… dzień dobiega końca. Jeszcze tylko jutro wolne i wracamy do szkoły!^^

niedziela, 8 kwietnia 2012

Careless, Careless MAMA~! Czyli EXO debiut

Coś mi się wydaje, że jeżeli chcę pisać cokolwiek o tym o czym lubię mówić, muszę to umieszczać w postach osobnych! Statystyki wykazały, że moi znajomy nie mogą zdzierżyć widoku moich chłopców. Dam im chwilę wytchnienia i wystarczy, że przeczytają to co ich interesuje!
                                                                                                                                                                    

Nasze kochane EXO nareszcie oficjalnie zadebiutowało.

Ich 1st mini album o nazwie "MAMA" wychodzi jutro, ale o tej godzinie już jest tam północ. Niestety jeszcze nie mam go...zobaczymy juto. Jak na razie możemy nacieszyć się już trzecim singlem, czyli "MAMA". Pojawiła się wczoraj, co mnie bardzo ucieszyło bo byłam obecna na komputerze. Wraz z piosenką pojawił się już trzeci teledysk. Cholera zazdrość mnie bierze, bo Shinee z każdej płyty ma tylko jeden teledysk, a oni z mini albumu nabijają 3 teledyski - is not far!

Zanim jednak zobaczyłam teledysk, przesłuchałam piosenki przez pół dnia. Byłam totalnie w szoku... spodziewałam się czego zupełnie innego. Nie dość że słuchając jej poczułam się jak w jakimś zakonie to do tego ten dziwny moment kiedy muzyka aż mrozi krew w żyłach i głosy raperów zamieniają się w hardkorowe ryczenie metalowców! Jakbym miała powiedzieć o tym utworze po pierwszym przesłuchaniu to wyszłoby na to, że mi się nie podoba. Jednak kiedy zobaczyłam ją razem z wideo, moje zdanie na ten temat się zmieniło.
Piosenka bardzo mi przypomina muzykę z Super Junior "Twist" i "Don't Don". Jednak SM (wytwórnia EXO i SuJu) stara się widza zaskoczyć, lecz nie ma czasem pomysłów na nowości!
Czas na TELEDYSKI:
EXO-K
EXO-M

Co do teledysku... jest NIESAMOWITY! Bardzo mi się podoba i była strasznie podjarana jak go oglądałam. Oczywiście obejrzałam go w obu wersja, bo jak tak można nie obejrzeć Krisa.
Śmieszy mnie trochę ten początek z ta całą historią o jakimś tam drzewie, i że się podzieliło na dwie części i tak dalej i tak dalej. Nie rozumiem co oni chcą zrobić z tym zespołem. Jakąś historią, ablo serial na ich podstawie fantastyczny? Jak dla mnie to głupi pomysł... jedna wielka reklama. Zaczną przypisywać każdemu członkowi symbol i moc jakby byli jakimiś postaciami z książki, albo Power Rangers, lub Pokemony! Nie...
Chłopaki nawet nieźle sie tam pokazali i to jest największym plusem całego teledysku. Wyglądają tam do pewnego momentu przezajebiście! Jestem totalnie oczarowana ich wyglądem tam!
Teraz czas na moment krytyczny... Jeżeli o to chodzi to byłam przestraszona, a raczej aż omal nie dostałam zawału jak zobaczyłam Kaia w takiej oto postaci:
Nie no sorry ale jak to zobaczyłam... dostałam szoku! A jak on tam drze mordę! Ludzie... ja myślałam że on ma tam tylko kreski, a oni mu popisali buzię napisami. Chociaż w chińskiej wersji współczuję Xiumin'owi, z nim jest o wiele gorzej:
Mają szczęście, że mi Krisa oszczędzili i nie dostał po całej twarzy, bo już by nie żyli. Ale i tak jest tam przerażający - prawdziwe demony z nich:
Uf jak dobrze, że tyko ta trójka tak miała. Reszta bez zarzutów : D
Są też momenty od których mam tzw "kisiel w gaciach"
Np. TUTAJ! OMNOMNOM *.*
Lub TUTAJ:
KIAAAAAAAAA~~!
Jak tylko pojawi się tłumaczenie piosenki zobaczę o co w niej chodzi, bo z angielskiego nie chcę!
Już chcę album! ^^

Wielkanocne żarcie!^^

Hej ^^


O matko, zaraz chyba umrę z przejedzenia. Dzisiaj na śniadanie np. zjadłam kawałek mazurka, potem białą kiełbasę z chrzanem i  potem kawałek mazurka i wszystko popiłam colą. Obrzydliwe, ale mój żołądek jakoś nie protestował… o Boże, a może jestem w ciąży. Pss… chyba urojonej! :P
Obiad… Jezu, to jest aż straszne jak spojrzę na mój brzuch. Wygląda jakby spęczniał… to jest chore. Jak wczoraj pisałam to wciągnęłam 1,5 czekolady! Niby nic, ale wcześniej wchłonęłam 3 kawałki sernika. Wszyscy w domu wyglądają jakby mieli ochotę rzygać tęczą! Naoglądałam się bajki „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe” i „Willy Wonka”, a potem masz babo placek… a raczej BLACHĘ PLACKA!
Dzisiaj trzeba się radować, w końcu na kochany Jezus Zmartwychwstał. Idziemy ładnie do kościoła i do Komunii Świętej oraz jemy jajka. Na jakiś czas odstawiam jajka w kąt – nie mogę już na nie patrzeć.
A tak w ogóle to chciałam wam życzyć Wszystkiego Dobrego w okresie Świąt Wielkanocnych!
Jestem dzisiaj strasznie zmęczona, bo poszłam spać dość późno. Na górze w mieszaniu była impreza. nie pisałam jeszcze o tym, ale w tym mieszkaniu nie było nikogo przez dobre dwa lata. Moja ciotka jest jehowa i w tym całym klanie spotkała rodzinę z Bułgarii. Jak dowiedziała się, że potrzebują mieszkania do sobie przypomniała, że jest u nas tam wolne. Skontaktowała się z właścicielem i wgarnęła ich tam. Na samym początku myślałam, że będzie to tylko mała rodzinka, ale mama mi powiedziała że jak Bułgarzy, to czyli ci wszyscy co stają na targach opaleni i sprzedają ciuchy. Teraz jak są tam już od 1,5 miesiąca ich liczba wynosi 15. Trochę niestosownie tak o nich mówić, jakby byli zwierzakami w klatce, ale oni tylko tam siedzą i w ogóle jacyś dziwni są. Mój ojciec i matka się z nimi jakoś dogadują, ja jeszcze nie miałam okazji. Wiem, że Asia (moja mała siostra) bawi się z jednym z tych dzieciaków co tam są. Chłopczyk ma na imię David – dość nietypowe imię w tym otoczeniu. Może mam takie podejście do nich, bo jak mi mama powiedziała że jest tam dziadek, babcia, dwie dorosłe kobiety, ich mężowie, jedna z tych kobiet jest w ciąży i druga pewnie też będzie i mają już parę dzieci i jeszcze jest paru wolnych kawalerów to skojarzyli mi się z takimi królikami. A może oni się „rozmnażają” między rodzeństwem – cholera wie! To wszystko przez to, że jak pamiętam tych Bułgarów co robią na targowisku u nas w mieście o ta wiara wygląda dokładnie jak Cyganie! I jeszcze ten język – co to jest? przez jakiś czas się śmiała, bo jak przechodziłam pod oknem ich i słyszałam jak ze sobą rozmawiali to pękałam. Co gorsza, że oni puszczają muzykę w tym języku – rap, hip hop i pop. Koszmarne.. najn już bym wolała niemieckie techno – na serio! Oczywiście co każdą środę i sobotę wyjeżdżają na targowisko gdzieś. Ja patrzę na ich wany zaparkowane przed domem to widzę na tyle tylko w szybie MANEKINY! Wygląda to tak, jakby tam składowali ofiary na… ludzką stonogę. LOL! Dziwny widok… zwłaszcza jak wracam w nocy podchmielona z imprezy i poświeci mi na to.. jak z horroru! Ale wracając. Wczoraj zrobili sobie niezłą imprezę. Była oczywiście muzyka i cały sufit mi się trząsł. Była jednak padnięta i zasnęłam!
Teraz napiszę ciąg dalszy przeżyć „Kasi W.” i jej paczki:

**04.03.12r. – niedziela „Uroczystość rodzinna”**
Nie było ze mną tak źle rano. Jak zwykle „przespałam kaca”. Pytacie jakim cudem można przespać kaca? Sama nie wiem, ale tak już mam że ka mnie bierze o 4 rano, ale jestem tak zmęczona żeby wstać i idę dalej spać. Wstaję już normalnie i to by było na tyle! Tak też było wtedy… poszłam w piżamie do pokoju i pochwaliłam się prezentami. Wszyscy śmiali się z koszuli – dla mnie jest wyjątkowa.
Jak powąchałam moje ciuchy, aż mi zmroziło, wszystko waliło papierosami. Zgarnęłam je za jednym razem i wrzuciłam do kosza.
Rodzina przyjechała po obiedzie. Przywitałam ich, a oni złożyli mi życzenia i wręczyli paczki. Mama zaprosiła wuja z ciotką do salonu, a ja zgarnęłam kuzynki do pokoju. Cała podniecona zaczęłam odpakowywać prezenty. Na samym wierzchu zobaczyłam oczywiście pudełko ze słuchawkami – duże, takie jak chciałam. No może trochę za duże, ale jak teraz pomyśle to mnie się bardzo przydały przez ten miesiąc. Moje kochane uszy miały dobra ochronę dzięki nim!
Dostałam też koszulkę, parę kosmetyków (zapach kokosowy - zajebisty), kasę i co mnie rozwaliło najbardziej, kubek i moją ulubioną sypaną herbatę Earl Grey, którą można kupić tylko w Kauflandzie:
Pokochałam ją jak za każdym razem przyjeżdżałam do rodziny i któregoś razu dostałam od Ani 2 paczki. Piłam ją po ileś razy na dzień, aż zauważyłam skutki uboczne. Chodziłam zaćpana tą herbatą! Na serio… jedna nie wolno jej nadużywać. Tak więc na jakiś czas ja odsunęłam i przerzuciłam się na kawę. po jakimś czasie znowu wróciła. To tyle o samej herbacie!
Dawno się z laskami nie wiedziałam. Ostatnim razem było na 80 urodzinach mojego dziadka. dużo gadałyśmy, a potem poszłyśmy na dwór. Tak czas minął, że ani się obejrzałam, a już zrobiło się ciemno i pojechali.
Oczywiście wszystkim smakował mój tort. Jestem z siebie dumna! Pamiętam, że Karolina zjadła dobre 4 kawałki. Masakra. Jednak pomysł z dodaniem tam bananów był genialny. Pasowały tam jak ulał!
                                                                                                                                                                    

To tyle na dziś… z życia. Jutro, albo pojutrze maja zamiar jechać do dziadków, więc ja zostanę i będę pisała aż dam radę. Zrobię z siebie typowego dziennikarza, czyli kawa na stół i jechane!

sobota, 7 kwietnia 2012

Hyc hyc hyc^^ 8-nastka :P


Alleluja ^^

No więc kochani, zaczynamy wielką premierę. Minęło sporo czasu odkąd tutaj zawitałam, ale życie w moi domu jest brutalne i nie mogę sobie pozwolić na ciągłe pisanie. Na telefonie też mi się nie chciało. Ogólnie dostałam strasznego lenia. A ten miesiąc i początek kwietnia można zaliczyć do pamiętnych chwil... oj na pewno!
Mam teraz można powiedzieć… luz, ponieważ jak siadam jakoś nikt się mnie nie czepia. ojciec ostatnio jak się pogoda poprawiła ciągle wychodzi na spacer i potrafi siedzieć parę godzin na dworze. ja wychodzę tylko wieczorami więc spoko.
Mamy teraz święta, więc jak obiecałam moim krwinką soczysty post innych też nie zawiodę. Żeby dłużej nie pisać o czymś bezsensownym zaczynamy:

**03.03.12r – sobota MOJA 8-nastka**

Żeby wprowadzić w atmosferę tego dnia, muszę napisać o tym co się działo dzień wcześniej wieczorem. Jak wiecie miałam wtedy bardzo duże spięcie z mim ojcem. Nie gadaliśmy ze sobą przez parę dni i nawet na niego nie patrzyłam. On oczywiście za każdym razem kiedy nie było mnie w pobliżu, a wiedział że będę go dokładnie słyszałam, prawił swoje opinie na mój temat wyzywając mnie od najgorszych. Oczywiście kiedy przechodziłam obok niego, udawałam że nie nic nie słyszałam, ale w środku płakałam jak mały dzieciak. Tak też było wieczorem kiedy się kładłam. Była prawdopodobnie przed godziną 12. Ojciec krzyczał na pół chaty, bo ja musiałam jechać od rana do miasta po tort, który zamówiłam i inne takie. Mówiłam mamie że pojadę rowerem i wrócę szybko, ale ona musiała mu powiedzieć i ten sobie pomyślał, że ma mnie powieźć. Nieźle się spienił i rzucał wiązankę przekleństw w ścianę po której ja leżałam. Zwinięta w śpiwór nasłuchiwałam całej gadaniny. Można było się domyślić, że wkurza go fakt iż się do niego nie odzywam – strasznie takiego czegoś nie lubi. Także nie było mu w humorze słuchać co będę jutro robiła i ma gdzieś czy mam urodziny i czy jestem dorosła. A ja w tym czasie czułam się jakby nie ktoś lotkami rzucał, a ja bym była tą cholerną tarczą. Jak skończył gadać, spojrzałam na zegarek na telefonie - dochodziła 12. Poczekałam aż wybije 12 i szepnęłam: „Wszystkiego Najlepszego Kasiu” i się rozpłakałam.
Obudziłam się tak o 9:00. Poszłam do łazienki, nikomu jakoś nie chciało się na mnie spojrzeć ani złożyć życzeń. Okej, wy będziecie tacy dla mnie to ja też. Ale tak naprawdę było mnie strasznie przykro z tego powodu. Od razu poleciałam do pokoju i zaczęłam płakać… składając łóżko, ubierając się. Nikt też nie zajrzał po pokoju w tym czasie. Kiedy się już ogarnęłam i wyszłam z pokoju, zjadłam śniadanie i zaczęłam się ubierać do wyjazdu. Stwierdzałam, że najpierw pojadę po mniejsze rzeczy, a resztę – w tym przypadku tort - zabiorę na koniec. Nie ma co się trzaskać przez całe miasto z ciastem. Odebrałam to i zapłaciłam za niego mniej niż 20 złoty, a oto jak wyglądał:
Jestem zadowolona z jego wyglądu. Jest prześliczny taki jaki chciałam. przetransportowanie go na rowerze nie było takie łatwej jak się spodziewałam. Ale dojechałam z nim w całości. pokazałam go mamie i siostrą. resztę dnia spędzałam w kuchni przygotowując ciasta na niedzielę, bo miał przyjechać mój chrzestny z rodziną. Mnie taka opcja opowiada, bo jak niejednokrotnie mówiłam – kocham piec ciasta. Niezależnie jakie święto… spędzam je zawsze najwięcej w kuchni. Nienawidzę sprzątać, ale siedzieć w kuchni z wielka przyjemnością! Przygotowałam na tą okazję tort czekoladowy, placek „Shrek” oraz placek cytrynowiec. Sama wybierałam co upiekę. Nie było dużo wysiłku w to włożone – 3 biszkopty by me oraz pełno mas do nakładania! Placków zdjęci nie mam, ale tor obowiązkowo musiałam zrobić! Oto moje dzieło:
Miał nadzienie czekoladowego kremu, a w środku były plasterki bananów. Wzięłam szprycowanie do ręki i zaczęłam się bawić. Może i nie mam jako tako profesjonalnego sprzętu, ale jestem z siebie dumna. kiedy już było wszystko gotowe, zaczęłam się przygotowywać na urodzinowe party. Zorganizowałam je dla swojej ukochanej paczki w składzie: Julia, Pati, Kasia, Ewelina, Paulina i Szymon. Jako solenizantka musiałam wyglądać obiecując, więc się odjebałam jak „przyczepa na dożynki”. Same przygotowanie to nic, pozostał jeszcze jeden malutki szczegół – musiał mnie ktoś tam zawieść. Nie miałam w sumie daleko, pogoda dopisywała o dziwo, ale miałam na sobie długą tunikę w paski biało-niebieskie i czarne szpilki. Spacerowanie z tortem ponad kilometr nie było by udane. Matka dyskretnie chciała mi dać do zrozumienia, że mam iść do ojca i go poprosić. Zbliżała się 18 i już musiałam się zbierać, kiedy w końcu po paru dniach ciszy poszłam do pokoju i powiedziałam: „Tata? Zawieziesz mnie na 18 do pizzerii ?” odwrócił się do mnie i powiedział: „Dobra. Zaraz będę w samochodzie.”. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam się zbierać. Wzięłam torebkę i tort i wyszłam na dwór. Jak ruszyliśmy, powiedziałam mu tylko, że nie będę za długo, a on że okej. resztę drogi panowała CISZA! Wysadził mi pod budynkiem i pojechał.  Wgramoliłam się po schodach do lokalu i idąc do miejsca w którym zarezerwowałam zobaczyłam, że moi goście już tam byli. rozbierali się z kurtek i jak tylko mnie zobaczyli… no cóż, skromnie mówiąc zatkało ich. można powiedzieć, że takie było moje założenie. żebyście widzieli ich wzrok jak mnie zobaczyli… bezcenny!^^
Ok, koniec schlebiania sobie, przejdźmy do rzeczy. Zaszły małe zmiany np. Pati zrobiła sobie grzywkę. Stwierdziła, że ją to odmłodzi, ale jak dla mnie wyglądała jeszcze poważniej niż wcześniej. Poza tym wyglądała czarująco w różowym żakiecie. Julka zrobiła sobie loczki, a dziewuszki ubrały szpileczki i też świetnie wyglądały. Szymon jak Szymon… ma pisać że wyglądał pięknie? Nie sądzę.. hihi!^^
Jak już skończyliśmy się zachwycać nad tym jak wyglądamy, zaczęły się PREZENTY! Na san pierw dostałam lizaka od Patrycji i życzenia.
Zajęło mi parę dni zjedzenie tych lizaków. Była tam ich 10… teraz zostawiłam pojemni na pamiątkę i robi za mikrofon do wygłupiania się w domu! Reszta wręczyła mi torbę. tak jak zakładałam, będzie to wielka torba świąteczna obklejona zdjęciami. Znajdują się tam między innymi takie osobowości jak: Justin B., Doda, Gosia „Wojowniczka”, US5, Tokio Hotel, Dzonasi, Hanah Montana i Martin z „Ludzkiej stonogi”:
Aż było głupio potem iść z tą torbą do klubu, ale i taki jest zajebista. Na drugiej stronie było pełno naszych zdjęć z imprez i lekcji! Nigdy nie wywalę tej torby! Jest cudowna… ale jak zajrzałam to środka to zobaczyłam tam:
- kartkę z życzeniami... mało nie pękłam ze śmiechu jak ją zobaczyłam. Oto jak wyglądała od przodu i w środku:
Jak to ładnie Julia powiedziała: "Henio dla Heniuli!"^^
- kolejna rzecz to, koszulka:
Teraz jak na nią patrze... niestety nie wygląda tak ładnie. Ale nawet nie możecie sobie wyobrazić jak się cieszyłam jak ją zobaczyłam. Obiecałam, że będę w niej spała i nadal w niej śpię. dla tych co nie wiedzą o co chodzi to Bamber = Michał - chłopak który mi się podoba. Piękna jest ta koszulka... rozmiar ogromny... jak koszula nocna (jest męska)! Zdecydowanie ta rzecz przyniosła mi wiele radości i podoba mi się najbardziej z wszystkiego!
- na samym dnie leżało parę kosmetyków:
Co do pomadki, Pati się śmiała, że to coś co ci się spodoba. jak się przyjrzycie to pod nazwą "fruity" piszę "shinee" i to jedno "e" dopisane! LOL pomysłowe. Teraz jak ją mam, zawsze się pytam: "Chcę ktoś Shinee?"

Podziękowałam im z całego serca i się wzruszyłam, bo nigdy nie miałam takich kochanych przyjaciół jak oni. Będę im wdzięczna do końca życia za to że ze mną wytrzymali.
Doszłam zamówić z Pati pizzę i coś do picia oraz alkohol. Doznałam niezłego szoku jak się okazało, że 60 złoty nie kosztuje litr Bolsa, tylko 0,5 l. Stałyśmy jak wryte i drapałam się co teraz. Obiecałam im litra, a nie miałam siana żeby kupić. Wzięłam od laski jedną butelkę i talerzyki do tortu. Stwierdziliśmy że na popite nadaje się Sprite i kupiłam im po butelce. Jeżeli chodzi o pizzę to gustują w mniej mnie smakująca bolonese czyli: kupa cebuli! Nienawidzę cebuli i ja wzięłam z Pati na pół amerykańska: ogórek, pomidor, kurczak i na to prażona cebula - w takie postaci mi smakuje, tak jakbym jadła chipsy. Przygotowaliśmy wszystko na stole i zaczęliśmy od tortu. W środku był krem śmietankowy z kawałkami brzoskwini - pychota. Oczywiście jak powiedziałam Julii, że dla rodziny mam czekoladowy oburzyła się. Dobrze że zmieniła zdanie w poniedziałek, wtedy już nie była tak entuzjastycznie nastawiona do zjedzenia czekoladowego tortu.
Nie mogłam się powstrzymać i zjadłam dwa kawałki, był taki pyszny że nie dałam rady się powstrzymać. No ale w końcu to był mój dzień i jak grzeszyć to tylko dziś - bez skojarzeń proszę!
Gadaliśmy o wszystkim. Dowiedziałam się, że laski widziały Michała jak szedł z prezentem. One stwierdziły, że organizował sobie 8nastke, ale jak ktoś na urodziny to nie chodzi z prezentem dla siebie. Dopiero potem okazało się, że była na innej osoby urodzinach. Zawsze jakaś wiadomość o nim. Nie widziałam go już spory czas wtedy i to mnie na chwilę ożywiło.
Wynosiliśmy oczywiście toasty za zdrowie moje, mojej niespełnionej miłości z Bambrem i innych takich. Nawet szybko poszło opróżnienie tej butelki. W między czasie przed zjedzeniem tortu, poszłam z Paulina i Pati do sklepu kupić bo "normalnej" cenie taka sama butelkę jak w pizzerii. Zapłaciłam za nią trzy razy mniej niż tam - paranoja. Kupiłyśmy jeszcze parę fajek czekoladowych. Wzięłam na wypadek dowód, ale się nie przydał - widocznie tak wyrobione, wyglądałyśmy staro. Wystarczyło po opróżnieniu butelki ja podmienić na "świeżą". Siedzieliśmy w schowanej części lokalu, dlatego zrobiliśmy sobie małe przemeblowanie żeby lepiej się siedziało. Jakiś kretyn ustawił debilnie kanapy dlatego potem zaglądało śmiesznie jak laska nam przyniosła zamówienie, a my siedzieliśmy na trzech kanapach, z czego czwarta wypchnięta w kąt.
Co jakiś czas wychodziłyśmy na fajeczkę, a po jakimś czasie kiedy skończyła się druga butelka i okazało się że prawie każdy z nich ma przy sobie 0,2 albo miętowej gorzkie, luksusowej. Też sobie rozlewaliśmy i zaczęliśmy się zbierać o 21.30 żeby iść do klubu, który był w budynku pizzerii. Już widziałyśmy, że zbiera się sporo ludzi żeby iść dlatego poszliśmy na dwór i tam się organizowaliśmy. i w tym momencie straciłam z oczu moją kurtkę. Szykowaliśmy kasę do klubu, a nagle kiedy połowa z nas weszła już tam… ona zniknęła. Pati powiedziała, że prawdopodobnie mają ją dziewczyny i dały ją do szatni. W środku okazało się, że wejście dla dziewczyn jest za darmo. Zostawiłam kurtkę paru osób w szatni i zabrałam numerki. Było tam strasznie ciemno, a pieczątka na mojej ręce miała neonowy niebieski kolor. Co najważniejsze, pękały uszy od głośnej muzyki techno. A podłoga robiła: ŁUBS ŁUBS! Masakra! Szłam z torebką i tym ogromnym workiem na dół po chodach mega podchmielona. Nie dość, że piłam Bolsa to jak zobaczyłam gorzką serce mi zabiło <3
Reszta imprezy to był pamiętny moment. Jak już zeszliśmy na dół, myślałam że to ja mam taką mgłę między oczami, ale okazało się iż cały parkiet był w sztucznej mgłę. Ciężko było cokolwiek dojrzeć z daleka, bo światła waliły prosto na ciebie. Miałam wszystkie zmysły na szeroko otwarte i uwierało mnie to. Sama nie wiem jak znalazłam się na parkiecie tak szybo w szpilkach, ale już po chwili dęsiłam razem z resztą i 40 ludźmi w tej cholernej mgle, a co gorsza z torebką w łapie i prezentem. Dziewczyny się ze mnie śmiały, bo miałam mega fazę i zamykałam oczy podczas tańca. Do tego wszystkiego kocie ruchy i ręka we włosy. Ktoś mi powiedział, żebym odłożyła prezent bo debilnie wyglądam. zaczęłam się rozglądać i nie widziałam żadnej wolnej kanapy ani fotela. Bałam się zostawiać i tak cokolwiek, bo wszyscy chcieli tańczyć i nikomu się nie chciało pilnować rzeczy. pozostało mi jedno: iść do szatni i tam zostawić chociaż prezent. Wgramoliłam się powoli po schodach i w szatni był chłopak w moim wieku. Pamiętałam go z podstawówki. Spytałam się czy mogę zostawić prezent, a on: „Jasne. Weźmiesz go później!” teraz jak sobie pomyśle, jak on oglądał tą torbę obklejoną tymi wojowniczkami i naszymi zdjęciami. Bosz!
Poszłam na dół i zaczęłam się bawić dalej. Tańczyłam jak szalona z laskami, a miedzy czasie obczaiłam że jest tam pełno ludzi których znam i nie podejrzewałam, że mogą chodzić do takiego miejsca. Sami przecież byliśmy pierwszy raz w tym klubie. Miałyśmy okazje wiele razy posłuchać opowieści o nim z pewnych źródeł jak kumpela Julii – Iga. Ona przede wszystkim słynęła z codziennych imprez tam.
Po za patrzeniem na ludzi których znam, większa beka była z tych których widziałam na oczy po raz pierwszy. Połowa z tej wiary jaka tam była ewidentnie ze wsi. Wiem, wiem ja tez z niej jestem, tyle że tamci wyglądali o wiele inaczej niż ja. Bez porównania. Jeden był taki co „przepływał” przez parkiet takim ruchem, a na sobie miał stary wyciągnięty sweter z jednym paskiem na piersi. Wyobraźcie sobie taki… chodziło się w nich tak..hmmm 15 lat temu?? Pati jak tańczyłyśmy do mnie: „Dam ci 5 złoty jak z nim zatańczysz?” Zrobiłam wymowny wzroki i zaczęłyśmy się śmiać.
W jednym momencie pojawiła się trójka właśnie takich kawalerów. Pokazuje ich Ewelinie i ruszyłyśmy. Kolesie tańczyli w swoim kręgu jak grupka „pedałków”. Jak zobaczyli nas, jeden suseł i byli obok. Nadal mam mega polew jak sobie to przypomnę. Julia dawała mi kontem oka znaki, że dzisiaj dajemy czadu i robimy z gości błaznów. Mnie nie trzeba było dużo mówić. Wyhaczyłam jednego z nich i jak złapałam z im kontakt wzrokowy: Bum – już był mój! Na początku myślałam, że jest ich dwóch, w sensie że ma brata bliźniaka, ale z biegiem czasu okazało się że jednak nie. Koleś patrzył się na mnie obleśnie zgniłymi oczami, a gębę miał jak typowy rolnik. Ubrany był w białą koszulę w kratę. Totalna masakra… ale co mi tam, mam urodziny i będzie co wspominać i z czego się śmiać.
Kiedy sobie przypomnę jak on tańczył, jak oni wszyscy tam tańczyli. Nie ma się co dziwić w sumie. Laska ma jednak łatwo, może pokręcić tyłkiem, zrobić ręce do góry i w ogóle, a taki burak co ma robić. Tak więc opiszę jak wyglądał taniec mojego partnera do muzyki techno: weźcie sobie ręce do przodu, ugnijcie kolana i tak wyciągnięte przed sobą ręce ugnijcie w łokciach i na sam koniec zacznijcie tymi rękoma „szurać” w powietrzu, czyli lewa ręka do środka, a prawa na wprost i tak na zmianę, a tak btw coś fajnego Dance GIF! (KLIKAĆ). Porażka, ale co tam śmiałam się z tego tańca przez tydzień. Pobijał mnie najbardziej ten jego cholernie horny wzrok – oblecha. Ale dalej kokietowałam wzrokiem, tańczyłam jak napalona kocica, wysyłałam mu sygnały wzrokiem i nie tylko, słałam mu serduszka z dłoni. Z minuty na minutę był coraz bliżej, a ja miałam ochotę tam zwymiotować. Widziałam obok Ewelinę która miała ze mnie niezłą bekę, ale sama nieźle sobie radziła z jego kumplami. Pati i Szymon mi zniknęli z oczu i Kaśka razem z Pauliną też. po chwili przyleciała do mnie cała rozpromieniona Paulina i krzyczy mi do ucha: „Kasia! Zerzygałam się do umywalki!”, aż mnie zatkało, a ona uciekła. Kiedy mój partner się spojrzał na mnie jeszcze głębiej, stwierdzałam że mam dość i poszłam sobie od niego. Poza tym nogi już nie chciały tańczyć. Poszłam po chodach i zobaczyłam że reszta siedzi na jednej z kanap. Wcisnęłam się między nimi i już miałam ochotę tam zostać do końca… siły mnie opuściły. Paulina siedziała z zamkniętymi oczami i opierała się o Szymona, a on w tym czasie palił papierosa. Pati robiła zdjęcia telefonem, a Julia przyszła z sokiem z baru. Dochodziła 23:30, a my już byliśmy wykończeni, aż niepodobne do nas. Nie mogłam już usiedzieć na miejscu i musiałam się przewietrzyć, bo Ewelina przyszła i powiedziała, ze była na dworze. Zaproponowałam Juli żeby poszła razem ze mną, a ona się zgodziła, bo sama za dobrze nie wyglądała. Przy wyjściu spytałyśmy się czy można wyjść, a koleś: „Jasne”, na co dziewczyna obok niego co robiła nam pieczątki powiedziała: „Następnym razem powiedz, że nie.”
Jak tylko poczułam zimne powietrze, otrzeźwiałam. Matko Boska, jak dobrze. Zeszłam powoli na dół po schodach i aż mnie wryło. Zgadnijcie kto był na dworze? Michał? Njiee… mój kawaler w białej koszuli. Stał z kumplem i palił papierosa. Super po prosu, ale że byłam pijana pomyślałam sobie, co tam! podeszłam z Julią do niego i zaczęliśmy gadać. Jak tylko się odezwał, było ewidentnie słychać że gadał gwarą wiejską. Spojrzałam na Julie, a ona w duchu się śmiała. Okazało się wtedy, że ten którego uznałam za jego brata ma na imię Krzysiek, a mój kawaler ma na imię Łukasz. Częstowali nas papierosami, ale tylko ja wzięłam, Julia nie czuła się najlepiej… już ją kac brał. Tego wieczoru sporo spaliłam, oj nie dobrze. Pogadaliśmy z nimi i jako tako wydawali się być normalni, wkręciliśmy ich że mamy chłopaków i Krzysiek pytał się nas czy Ewelina jest wolna, oczywiście odpowiedziałam że ma kogoś. Dziękowałam mi potem za to. Po jakimś czasie stwierdzałam, że idziemy do środka. pożegnałyśmy kolegów i w środku okazało się, że Pati i Kasia są w toalecie, bo Kaśka się wyrzygała do toalety, a Paulina puściła pawia na dywan w klubie. Jak potem był określany, że Polinka pozostawiła po sobie ślad w formie „słoneczka” na dywanie. Jak wbiłam do toalety, Patrycja czekała na Kaśkę. Jak wyszła… nie poznałam jej. Była strasznie spocona na twarzy i rozmazana. Ogarnęła się w miarę i stwierdziłyśmy, że trzeba wychodzić. Szymon wziął pod ramię zalaną w trupa Paulina, a Pati pomagała iść Kasi. My Poszłyśmy do szatni i wzięłyśmy kurtki oraz prezent. Wtedy okazało się, że nie ma tam mojej kurtki. Wyszliśmy z klubu przechodząc przez pizzerię, a tam staliśmy się przejść w miarę szybko. W torebce miałam jedną pusta butelkę po Blosie i wyrzuciłam ją do kosza przy drzwiach. Posadzili nasze księżniczki na murku i zaczęło się zastanawianie gdzie jest moja kurtka, bo na dworze strasznie piździło, a ja stałam jak sierota i nie miałam się czym okryć. Poszłam zobaczyć czy niema jej w lokalu i okazało się, że wisi na krześle. Wtedy zaczęliśmy się zbierać. usiedliśmy na przystanku autobusowym po drugiej stronie ulicy. Kaśka jeszcze przez chwile wymiotowała, a potem zaczęłam ją ogarniać. Paulina zasnęła na Ewelinie i nie było szans jej zabrać do domu. Julia powiedział że już idzie i wzięła taksówkę i pojechała. poczekałyśmy na mamę Kaśki i ta tez pojechała. Dziewczyna ma twardy łeb, w jednej chwili rzygała jak kot, a potem wstała na korkach i poszła do samochodu. Nie mieliśmy co siedzieć i laskie stwierdziły że we trójkę zabiorą się w taksówkę. Wtedy już ledwo szłam, a nogi mnie bolały jak nigdy. Byłam nasiąkniętą nikotyną cała, a jak pożegnałam się z dziewczynami odpaliłam sobie papierosa z Szymonem. Zadzwoniłam do ojca, że ma przyjechać. Parę minut później już był, a ja z fajką w gębie, oddałam ją Szymonowi i pożegnałam się z nim. Śmiał się potem, że wracał z dwoma papierosami do chaty. W domu jak tylko się położyłam napisałam im wszystkim podziękowania, za udaną noc! I to by było na tyle z tej uroczej nocy. Skończyła się ona dla mnie o godzinie 01:00 bo wtedy zasnęłam!
                                                                                                                                                                    

Jeszcze raz dzięki kochani za ten wieczór… minął już ponad miesiąc od tego. czekajcie na dalsze relacji z innych imprez. będzie się działo. a tak btw. To mój pierwszy wpis w kwietniu łiii ^^